Skocz do zawartości
Zbrojnikowate.pl

Ranking


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 03.02.2021 uwzględniając wszystkie działy

  1. 6 punktów
    Hej - Czestym pytaniem na grupach jest : mam ikre zbrojnika i co teraz? No to juz wyjasniam : Jesli mowimy o tarle zbrojnika ktory sklada ikre w grotach , doniczkach czy lupinie kokosa to jesli nie mamy jakiejs agresywnej obsady w postaci pielegnic czy innych duzych ryb to zdecydowanie warto ikre zostawic samcowi - po pierwsze nikt tak nie usuwa niezaplodnionej ikry jak samiec - po drugie uczy sie on jak opiekowac sie ikra , nabiera instyntku by chronic mlode ryby .. jesli jednak obsada jest agresywna to zje zarowno zgubione ziarenka ikry przez samca jak i kazdy mlody uciekinier z groty stanie sie obiadem - wtedy warto zabrac samca z grota do oddzielnego pojemnika z woda z akwarium - napowietrzac i dbac by temperatura byla taka sama jak w akwarium glownym - karmic nie musicie bo mozna wode spaskudzic. Mozna tez grote z samcem przelozyc do kotnika powieszonego w tym samym akwarium ale trzeba uwazac bo niektore ryby potrafia przez waskie szczeliny a nawet przez siatke kotnika wysyac narybek i ikre jesli wypadnie z groty. Jesli samiec wyrzucil ikre z groty to trzeba ja inkubowac inaczej splesnieje. Sa tez gatunki zbrojnikow ktore nie klada ikry w grotach a opiakuja sie nia noszac pod pyskiem - tu podobna zasada - dajemy szanse samcowi - jesli sa agresywne ryby przenosimy i jego i ikre do oddzielnego zbiornika - to moze byc nawet kubel, badz inkubujemy sami jesli juz musimy. Czesc zbrojnikow kladzie ikre na szybach, lisciach ,korzeniach czy kamieniach - mozna probowac jak w wypadku ikry kiryskow sciagac ja zyletka i inkubowac albo przeniesc lisc, korzen czy skale do oddzielnego pojemnika ikre mozna zabezpieczyc przed plesnieniem uzywajac np blekitu metylenowego, akryflainy, KMnO4 , esha 2000 badz innych preparatow grzybobojczych Edycja : mlode mozna odebrac samcowi z groty jak juz solidnie ruszaja ogonkami - jego samego wpuscic do akwarium glownego jesli byl wyjety do oddzielnego pojemnika - niech dpocznie i podje sobie - a mlode zaczynamy karmic jak juz pozbeda sie woreczkow zoltkowych czyli tych okraglych zolto pomaranczowych brzuszkow
  2. 5 punktów
    Filmik podzielony na dwie czeci - moj telefon nie pozwolil mi na dluzsze filmowanie - chyba czas wymienic go na nowszy model . Cala prawda o wplywie ceramiki Sera siporax na ph wody
  3. 3 punkty
    Corydoras tukano, ciekawy gatunek kiryska z Rio Tiquié, górnego dorzecza Negro w Brazylii (Ostariophysi: Siluriformes: Callichthyidae) Corydoras tukano to ciekawy gatunek kiryska z Rio Tiquié, górnego Rio Negro w Brazylii. Wcześniej był określany w literaturze akwarystycznej jako Corydoras cf. reynoldsi i Corydoras aff. reynoldsi. Ten gatunek można łatwo odróżnić od wszystkich dotychczas opisanych, z wyjątkiem kirysków z gatunków Corydoras reynoldsi i Corydoras weitzmani. Mamy tu pewien wzór, składający się z trzech dużych, ciemnych plam, pierwsza (jakby „maska”) na głowie, na oku; druga na wysokości płetwy grzbietowej, a trzecia na tułowiu na wysokości płetwy tłuszczowej. C. tukano można odróżnić od C. reynoldsi, głównie przez plamy w tylnej części ciała, natomiast od C. weitzmani zwracając uwagę na obecność ciemnego „siodła” między płetwą grzbietową, a tłuszczową widoczne cztery ciemne paski w płetwie ogonowej. Ponadto cechą odróżniającą C. tukano od innych ww. gatunków jest średnica składanej ikry i jej ilość tzn. u C. tukano średnica ikry jest największa (około 2,2mm), a liczba składanych jaj niewielka (kilkanaście), podczas gdy np. C. reynoldsi składa dużo ikry o niewielkiej średnicy. Podczas badań ichtiologicznych w Rio Tiquié (dopływ Rio Uaupés, w górnym systemie Rio Negro w Estado do Amazonas, w Brazylii) odkryto niezwykłego kiryska, który przypominał kolorystyką Corydoras reynoldsi. Później okazało się, że gatunek ten był wcześniej wspomniany w literaturze akwarystycznej jako chociażby Corydoras cf. reynoldsi i Corydoras aff. reynoldsi już w roku 1998. Porównania między materiałem zebranym w Rio Tiquié, a Corydoras reynoldsi wykazały, że jest to w rzeczywistości odrębny gatunek. Pozyskany materiał i metodykę badań opisują dwaj brazylijscy ichtiolodzy Marcelo R. Britto i Flávio C.T. Lima w artykule z końca roku 2003 pt.: „Corydoras tukano, a new species of corydoradine catfish from the rio Tiquié, upper rio Negro basin, Brazil (Ostariophysi: Siluriformes: Callichthyidae)”. Dymorfizm płciowy. Dojrzałe samce mają wydłużone płetwy grzbietowe (szczególnie dwa pierwsze promienie). Z kolei samice są większe, bez wydłużonej płetwy grzbietowej, zaokrąglone w części brzusznej ciała, co jest znakiem gotowości do tarła. Dorosłe samce osiągają rozmiary nieco ponad 4 cm, samice ponad 5 cm. Popularna nazwa to „Waipotá” (zarówno w narzeczu Indian Tukano, jak i Tuyuka). W dokładnej lokalizacji gatunku dno rzeki jest piaszczyste z umiarkowaną ilością szczątków roślinnych. Corydoras tukano również odławiano w miejscach z przewagą podłoża glinianego. Zasięg występowania. Gatunek znany tylko z Rio Tiquié i jej dopływów, takich jak Rio Igarapé czy Rio Cabari. Rio Tiquié jest dopływem Rio Uaupés, w górnym dorzeczu Rio Negro w Brazylii, w pobliżu granicy brazylijsko-kolumbijskiej. Według rybaków z plemion Indian Tukano i Tuyuka Corydoras tukano występuje w dorzeczu Rio Tiquié, od jej dolnego biegu w górę rzeki do Caruru, gdzie znajduje się duży wodospad Cachoeira o wysokości około 8 m, który skutecznie oddziela dolną ichtiofaunę od górnej części tej rzeki. Według rybaków z plemion Tukano i Tuyuka, C. tukano jest nieobecny powyżej tego wodospadu. Etymologia (pochodzenie nazwy). Nazwa gatunkowa „tukano” wywodzi się od nazwy plemienia Tukano, grupy Indian z dorzecza górnego Rio Negro i Japurá / Caquetá w Brazylii, Kolumbii i Wenezueli. Do jej znaków rozpoznawczych należą cechy kulturowe, tj. język tukanoański, system klanów i dieta zawierająca jako podstawowe pożywienie maniok i ryby (Chernella, 1989; Ribeiro, 1995). Obecnie znany zasięg C. tukano znajduje się całkowicie na terytorium Indian Tukano. Rozmnażanie: Autor posiada ryby z odłowu, pozyskane z Niemiec dzięki uprzejmości Ingo Seidela - wybitnego akwarysty, autora wielu cenionych publikacji na temat kirysków i zbrojników. Grupa liczy piętnaście osobników F0 z przewagą samców. Trzeci rok ryby te podchodzą do tarła (stan na 7 lutego 2021 roku). Tarła u ryb z odłowu odbywają się przede wszystkim w styczniu i lutym. Tarlaki wymagają wody miękkiej, pH poniżej 6.7 – można wykorzystać szyszki czarnej olchy. Stymulacja do tarła następuje przy spadku ciśnienia – podmiana wody na 4-5 stopni chłodniejszą (typowa to 24 stopnie Celsjusza). Ikra jest bardzo duża - o średnicy ponad 2,2 mm, co powoduje, że przy niewielkim rozmiarze ryb jest jej niewiele. Odchów młodych jest jak na kiryski relatywnie trudny – młode są wrażliwe, rosną powoli. Po wylęgu osobniki są duże, karmione mogą być od początku larwami artemii. Bardzo dziękuję za konsultację merytoryczną Panu dr. Piotrowi Robakowskiemu, a za korektę polonistyczną Pani dr Ilonie Staroście.
  4. 3 punkty
    Czesto przewija sie pytanie na forach i grupach o roznice miedzy kilkoma niezwykle podobnymi zbrojnikami z rodzaju Hypancistrus - ich podobienstwo jest szczegolnie mocne w okresie mlodzienczym. Najczesciej pytacie o roznice miedzy L 201 a L201 big spot - jednak temat jest bardzej skomplikowany niz sie moze wydawac. Akurat roznica miedzy tymi dwiema rybami jest widoczna u doroslych ryb bo L201 rosnie sporo mniejszy od Hypancistrusa contradensa bo tak prawidlowo powinno sie nazywac L 201 big spot. Oczywstym jest ,ze w poczatkowych miesiacach zycia te dwie ryby moga byc do siebie ludzaco podobne niestety. Ale nie bedzie tak prosto - mamy bowiem kolejna rybke czyli L102 - ten hypancistrus rosnie tez nieduzy podobnie jak L201 i ma spore kropki ...na szczescie ma tez silnie czarne koncowki pletwy grzbietowej i ogonowej wiec mozemy go latwiej odroznic . Spoko co ? A co powiecie na kolejna rybe - L 339 czyli Hypancistrus lunaorum? Wyglada jak L 201 - zyje w tych samych wodach ...rosnie tylko znacznie wiekszy bo nawet do 14 cm gdy 201 raczej do 10 cm. Zebyscie nie spoczeli a laurach to zerknijcie na L471 - podobny ? no tylko rosnie do 7 cm - niezwykle pomocna informacja przy weryfikacja prawda ?:p No to moze L280 ? Nie jest hypancistrusem bo to Micracanthicus vandragti ale skurczyb moze troche namieszac ROznie tylko do 5 cm - jednak we wczesnej fazie rozwoju konia z rzedem temu co odrozni go od tych wczesniej wymienionych No to na koniec dorzuce jeszcze L 429 - juz troszke inny gdy dorosnie ale mloda ryba tez moze zostac pomylona. Jak zyc zatem ??jak zyc ? no coz - przy zakupie doroslych ryb mamy wieksze mozliwosci rozroznienia gatunkow - przy zakupie mlodych zaufac musimy ze ktos wie co posiada - gorzej niestety ,ze czesto ludzie nie wiedza co maja i potrafia posiadac 2- 3 gatunki w jednym zbiorniku mysac ze to ta sama ryba i dochodzi do hybrydyzacji a wtedy to juz naprawde nie jestesmy w stanie powiedziec co to za rybka plywa w akwa .... L 201 L102 L280 L339 L429 L471 Hypancistrus contradens czyli blednie L201 big spot
  5. 2 punkty
    Zapytano mnie ostatnio jakie testy warto robić w akwariach ze zbrojnikami. To akurat ważne ,że ze zbrojnikami bo zupełnie inne testy trzeba robić w akwariach typowo roślinnych. Moim zdaniem skupić należy sie na następujących parametrach choć w różnym stopniu : Amoniak -NH3 Azotyny NO2 Azotany NO3 Fosforany - PO4 Twardość węglanowa - kH Twardość ogólna gH kwasowość/zasadowość - pH tlen O2 Czemu takie testy i kiedy ? Spieszę z wyjasnieniami. NH3 i No2 i No3 kontrolowac musimy podczas dojrzewania nowego zbiornika. Spadek NH3 i NO2 i wzrost NO3 bedzie świadczył o tym ,że zbiornika dojrzewa. Warto kontrolowac w tym okresie NH3 i NO2 bo zbyt wysokie stężenia mogą nam wybić obsadę. NO3 warto mierzyć tez juz w dojrzałym zbiorniku - będziecie wiedzieć czy ilość i wielkość podmian wody jest wystarczająca dla waszej obsady. PO4 - jesli macie kłopoty z glonami , albo umierają Wam mlode zbrojniki to zmierzcie fosforany - Ich nadwyżka jest pośrednio odpowiedzialna za klopoty z przeżywalnością narybku ale i dorosłe ryby łatwiej mogą pochorować się. Skąd nadwyżka tego związku ? Powodów może być wiele - z zalegających resztek pokarmu, z obumarłych liści roślin ale najwięcej może go oddawać węgiel aktywowany, preparaty obniżające pH na bazie kwasu ortofosforowego , skały które macie w akwarium.Dlatego gdy pojawiaja sie klopoty o ktorych wczesniej wspomnialem - siegamy po test na PO4 Twarosci wody - warto porobic te testy gdy nie znamy parametrow wody jaka posiadamy w kranie - po wymieszaniu kranu i RO w odpowiednich proporcjach tez mierzymy twardosc i ph - jesli jest satysfkacjonujaca to warto zapamietac ile wody RO i kranu uzylismy - zbadajmy przewodnosc tak uzyskanej wody i gdy kolejny raz bedziemy mieszac wode w tych samych ilosciach to wtedy w zasadzie wystaczy zbadac juz tylko przewodnosc by miec niemal pewnosc ze twardosc i ph tez mamy takie jak za pierwszym razem. Jednak pracujace akwarium w ktorym zyja ryby i zloza biologiczne z czasem bedzie sie zakwaszalo - dlatego raz na jakis czas warto sprawdzic jakie macie ph w baniaku bo moze sie okazac ze jest zbyt niskie. No albo cos co macie w zbiorniku- ceramika ,skaly , podloze podnosi Wam twardosc i pH - wtedy tez warto co jakis zbadac te parametry by wiedziec czy cos zlego nie dzieje sie w akwarium Test na tlen - jesli macie juz urzadzony zbiornik - filtry chodza i jest jakis kamien napowietrzajacy albo go nie ma to warto sprawdzic jakie jest nasycenie wody w tlen i czy jest mksymalne dla danej temperatury - jesli nie to warto nad tym popracowac by bylo maksymalne - wyjdzie to na zdrowie nie tylko rybom ale i calemu zbiornikowi - wazne ,ze zawartosc tlenu w wodzie moze byc rozna w zaleznosci od tego jak stary jest zbiornik czyli jak rozbudowana ma biologie odpowiedzialna za cykl azotowy oraz od tego ile substancji organicznych zalega w podlou i filtrach , jak bardzo zwiekszyla nam sie obsada lub jak bardzo urosly ryby - rowniez przy akwariach zarosnietych i oswietlanych szczodrze inny bedzie pomiar zaraz przed wlaczeniem swiatel ( najnizsza wartosc) a inny po kilku godzinach swiecenia swiatla ... Jak widac sporo tych testow ale nie wszystkie trzeba robic caly czas i kazdego dnia - dacie rade :)
  6. 1 punkt
    Dzien dobry - dzis na jednej z grup FB byla rozmowa o ceramice w filtrze i to mnie natchnelo by skrobnac kilka slow w temacie. Temat jest mega rozlegly i nie sposob bedzie opisac wszystkiego, dlatego skupie sie raczej na typowych mediach. W swiecie akwarystyki jest obecnie tendencja producentow by akwaryste zasypac reklamami coraz to nowych mediow ceramicznych posiadajacych olbrzymia powierzchnie gotowa do zasiedlenia przez bakterie nitryfikacyjne. Moga to byc sztucznie otrzymywane spieki ceramiczne czy selekcjonowane naturalne skaly metamorficzne.Wszystko pieknie tylko w tym wyscigu zapomina sie o tym ,ze nie mozna przesadzic. Osiagajac coraz wieksza powierzchnie z jednego litra ceramiki uzyskujemy to tworzac coraz ciensze kanaliki i ich wieksze zageszczenie na 1 mm 2. To oznacza ,ze srednica kanalikow dazy do niebezpiecznej granicy gdzie bakteria nie bedzie w stanie zasiedlic takiej porowatej struktury a przeciez do zycia potrzebuje natlenionej wody ktora musi cyrkulowac wokol niej by dostarczac skladniki odzywcze - czy zatem wiecej znaczy lepiej ? Akwarysci kupuja bardzo drogie media omamieni wizja setek m2 z jednego litra ceramiki , wkladaja do filtrow i dziwia sie ,ze to nie dziala ,ze parametry wody nie sa takie jak oczekiwane - bo sama ceramika cudow nie uczyni- Przez takie medium filtracyjne musi przeplywac odpowiednia ilosc niezwykle dobrze natlenionej wody - ten przeplyw nie moze byc ani zbyt wolny ani zbyt szybki. Co z tego ze masz 20 litrow Matrixa na 400 litrow akwarium jesli Twoje bakterie " dusza " sie w tym filtrze ? Niektore ceramiki podnosza ph wody na co tez warto zwracac uwage. Wegiel aktywowany - jako medium filtracji biologicznej jest gorszy od zwyklego piasku - juz slysze te krzyki ,ze co ja gadam ?? Przeciez wegiel ma mega porowata budowe wiec powinien byc THE BEST ! No gdyby tak bylo to czy wymyslano by ceramike ? Wszak mozna by zasypywac filtry weglem ktory jest tani a do tego oczyszcza wode z toksyn ...no niestety ale wegiel jest substancja o tak drobnych kanalikach ,ze sa mniejsze od bakterii wiec moga sie one osiedlac jedynie na jego powierzchni no a tak jak juz wspomnialem wczesniej zwykly piasek bedzie mial wieksza powierzchnie niz wegiel aktywowany - oczywiscie nie oznacza to ,ze nie warto go dawac do systemow filtracji -- warto bo usuwa niepozadane substancje:)Wiele gatunkow wegla do akwarystyki oddaje do wody sporo fosforanow. Gabki - jedno z najbardziej popularnych mediow filtracji biologicznej - miliony akwariow dzialaja jedynie dzieki filtrom gabkowym -czy to kominowe , czy z jakas glowiczka typu powerhead czy w formie filtrow hamburskich - to dziala naprawde oczywiscie nie nalezy gabek myc goraca woda pod kranem bo usuwamy z nich te nasze pozyteczne bakterie. Gabki maja rozna gestosc wyrazana za pomoca PPI czyli z angielskiego pore per inch - czyli ilosc dziurek na cal - skala jest zazwyczej od 10 do 80 - im wyzsza cyfra tym gestsza gabka - w akwarystyce uzywa sie zazwyczaj gabek o PPI od 20 do 50 - uniwersalna jest PPI30 - oczywiscie dwie gabki od dwoch producentow z tym samym oznaczeniem np PPI40 moga sie troche roznic no bo ...kto by to liczyl 😛 Czy gabki sa dobrym medium ? TAK ! Oczywiscie uzywac nalezy tych przeznaczonych dla akwarystyki - zadnych tapicerskich czesto nasaczanych srodkami biobojczymi - gabki do kapieli sa mniej odporne na dzialanie ciagłe wody ( troche dziwne co ?) i potrafia sie rozpasc po kilku miesiacach w filtrze - dlatego warto uzywac tych typowo akwarystycznych. Kryszywa naturalne - piasek kwarcowy - idelnie sie sprawdza - uzywany w zakladach wodociagow miejskich wraz z ziemia okrzemkowa - mozna z niego zrobic dno fitracyjne tzw. plenum , mozna go uzywac w filtrach zawieszanych czy podzwirowych ( wczesniej kladac na ruszcie mate filtracyjna ) Lawa - sa wulkany kwasne i zasadowe - i takie tez wlasciwosci bedzie miala lawa z nich - dla potrzeb akwarystyki najczesciej sprowadza sie lawe lekko kwasna ale juz np do odtworzenia natury z biotopow krewetek Sulawesi dostepna jest lawa zasadowa ktora pomaga utrzymac ph na poziomie 8,5 i wyzszym wiec badzcie ostrozni Wlokininy , waty perlonowe - zapychaja sie dosc szybki i trzeba je czesciej plukac co nawet jesli robimy w kubelku z woda z akwarium to jednak oslabia biologie wiec raczej bym traktowal je jedynie jako medium filtracji mechanicznej Podloza aktywne - calkiem niezle medium biologiczne szczegolnie gdy wykorzystamy je w filtracji podzwirowej - pomaga ustabilizowac ph Biobale , kaldness i inne podobne - to sa media do filtrow typu fluidowego badz zraszanego. Najczesciej maja zapewniony dostep do bardzo dobrze natlenionej wody ktora je obmywa z kazdej strony - sprawdzaja sie zdecydowanie w sumpach badz w profesjonalnych systemach filtracji w hodowlach komercyjnych. Jesli o czyms zapomnialem prosze o przypomnienie Podsumowujac - jesli masz akwarium urzadzone z glowa - zachowujesz rownowage miedzy iloscia ryb i roslin i dopasowujesz obsade do litrazu to nie musisz az tak bardzo przejmowac sie co masz w filtrach - wazne by przeplyw wody przez filtry byl wystarczajacy i by nie brakowalo w wodzie tlenu bo bez tego zadna filtracja sbie nie poradzi
  7. 1 punkt
    Mam złudną nadzieję, że każdy akwarysta wie, co to jest cykl azotowy w akwarium. Na tym forum też jest to mam nadzieję solidnie opisane. Czy jednak można przesunąć granicę, za która uznamy dopiero, że zbiornik jest już dojrzały? Czy do dojrzałości zbiornika wystarczy zamknięty cykl azotowy? Ja twierdzę, że nie. Przyroda jest niezwykle skomplikowaną maszyną, ale za to wszystkie śrubki ma przykręcone we właściwych miejscach. Dlatego też w przyrodzie w akwenach wodnych występuje znacznie więcej organizmów biorących udział w oczyszczaniu wody niż tylko bakterie mieszkające w naszych filtrach. Zacznijmy od początku. Nasza rybka dostała pokarm - zjadła, przetrawiła i wydaliła. Mogła to zrobić na dwa sposoby - w postaci kału i moczu. Jak rybka robi kupę, to pewnie każdy z Was widział - mocz wydalany jest przez skrzela i tego procesu nie widać. Czemu o tym wspominam? Bakterie żyjące w filtrach z takich rodzajów jak Nitrosomonas, Nitrobacter, Nitrospira i inne są organizmami chemolitoautotroficznymi. To ważne z punktu widzenia tego artykułu - oznacza to, że mogą się odżywiać (zdobywać energię) jedynie utleniając związki chemiczne, takie jak amoniak czy azotyny...czyli jak na dnie leży sobie kupka ryby albo resztka żarcia, to nic im po tym, bo tego nie są w stanie "skonsumować" - odżywiają się więc póki co tym, co przez skrzela wydaliła ryba. No ale przecież tyle materii organicznej w postaci odchodów i karmy nie może się zmarnować - coś z tym trzeba zrobić. I tu w sukurs przychodzą kolejne organizmy - najpierw odchody i pokarm muszą byc rozdrobnione, zajmuje się tym armia zwierzątek żyjących w podłożu Waszych akwariów i w filtrach - od tych większych jak np. tubifex przez mniejsze gatunki skąposzczetów, skorupiaki, pierwotniaki, grzyby...gdy osad denny jest już solidnie rozdrobniony, dobierają sie do niego organizmy tzw. osadu czynnego - są to pierwotniaki i bakterie rozkładu, które materię organiczną zamieniają na związki chemiczne i tadam! Pojawia się pokarm dla naszych bakterii w filtrach - zresztą one nie żyją tylko w filtrach, żyją też w podłożu, bo tu pod dostatkiem pokarmu - tworzą film biologiczny na martwych przedmiotach w akwariach, na szybach, są też w toni wodnej. Bakterie nitryfikacyjne potrzebują bardzo dużo tlenu, by pracować - w filtrach mają go teoretycznie pod dostatkiem, a w podłożu? No właśnie między innymi dzięki pracy skąposzczetów wierzchnia warstwa podłoża jest całkiem dobrze natleniona. Zbiornik potrzebuje znacznie więcej czasu, by zasiedliły go te wszystkie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmy niż trwa zamknięcie cyklu azotowego - potrzeba od kilku mięsięcy do roku. Dlatego właśnie pojawiający się na różnych grupach i forach pomysł, by dojrzewać akwaria na pokarm dla rybek jest zupełnie bez sensu. Tu cytat z książki "Skąposzczety wodne I" autorstwa Krzysztofa Kasprzaka Nakładem PWN 1981: "Skąposzczety ze względu na sposób pobierania pokarmu odgrywają w zbiornikach wodnych podstawową rolę w destrukcji materii organicznej oraz w przebiegu procesów przemieszczania się osadów dennych. Osad denny po przejściu przez układ pokarmowy tych zwierząt jest wynoszony na powierzchnię dna w postaci znacznie rozdrobnionej i częściowo zmineralizowanej. Na skutek tej działalności zmianie ulega mechaniczna struktura osadów, a znaczna część osadów odcięta od przydennej wartstwy ponownie się z nią kontaktuje. Równocześnie ruchy oddechowe powodują lepsze natlenienie przydennej wartstwy wody." W książce Pani Zofii Sadeckiej "Podstawy biologicznego oczyszczania ścieków" znalazłem ciekawą z punktu widzenia akwarystyki - szczególnie roślinnej -informację: otóż, gdy spopieli się bakterie odpowiedzialne za oczyszczanie wody - wszelkie, a nie tylko te od cyklu azotowego - to w masie popiołowej jest od 34 do 67% fosforu! Dzieje się tak dlatego, że organizmy te mają olbrzymią łatwość kumulowania tego pierwiastka. Czemu o tym wspominam? Otóż, gdy w zbiorniku pogarszają się warunki - głównie tlenowe, albo użyliśmy chemii w leczeniu i te czynniki spowodowały śmierc bakterii nie tylko chorobotwórczych, ale i tych pożytecznych, to szybko może dojść do olbrzymiej nadwyżki fosforu w zbiorniku. Wtedy zaczynają się kolejne kłopoty - dlatego tak ważne jest, by po pierwsze woda zawsze była natleniona do maksimum swoich możliwości w danej temperaturze oraz by szczególnie po leczeniu robić częstsze podmiany wody. Konkluzja: za dojrzały zbiornik uważam taki, w którym nie tylko cykl azotowy jest zakończony i działa bez zarzutu, ale w znacznym stopniu rozwinięta jest flora i fauna, żyjąca w osadach dennych, która pomaga przerobić resztki materii organicznej na proste związki. Taki proces trwa znacznie dłużej niż kilka tygodni, ale gdy już osiągniemy ten stan, to i nasze ryby i rośliny poczują się znacznie lepiej. Akwarium będzie wymagać mniej nakładu pracy. Będzie znacznie stabilniejsze - dlatego ważna jest cierpliwość, o której tak często wspominam i jest tu o niej artykuł na forum. Bo jak jesteście niecierpliwi i robicie restart co pół roku, to nigdy nie osiągniecie tej stabilizacji
  8. 1 punkt
    Witam - czesto pojawiaja sie pytania o to jaki moze byc powod smierci mlodych zbrojnikow - padaja w ciagu pierwszych tygodni zycia i nie wiecie czemu - ponizej przedstawie najczestsze powody z ktorymi latwo w miare mozna sobie poradzic : 1- zbyt duze zawartosci zwiazkow azotu szczegolnie NO3 w wodzie ale tez moze byc zatrucie NH3/NH4 i NO2 - jesli NO3 to zbyt rzadkie i za male podmiany wody robicie - jesli pozostale zwiazki to znaczy ,ze albo zbyt mlody zbiornik albo za mala filtracja albo za duza ilosc ryb albo wszystko na raz 2- zbyt duzo fosfranow czyli PO4 - powod : zbyd duzo resztek jedzenia w akwarium, jakies gnijace rosliny , jakas skala ktora oddaje fosforany do wody badz uzywanie wegla aktywowanego i/lub zakwaszanie wody prepratami na bazie kwasu ortofosforowego - wyeliminowac przyczyny i podmieniac czesto wode 3- zbyt niska , badz zbyt wysoka temeratura 4- zbyt malo tlenu gdy temperatura zbyt wysoka 5- umieraja z glodu - dzieje sie tak szczegolnie w akwariach ogolnych gdzie mlode ryby nie maja szans konkurowac o pokarm z innymi uzytkownikami zbiornika 6-choroby - najczesciej pasozyty czyli nicienie lub wiciowce i to w takiej wlasnie jak napisalem kolejnosci - moga tez byc bakterie - ale to najczeciej wskutek tego ,ze spelniony jest pkt 1 lub 2 lub 3 lub5 lub wszystkie razem i organizm oslabiony i zestresowany jest podatny na bakteriozy jak mi cos do glowy przyjdzie to dopisze
  9. 1 punkt
    Dzień dobry. W tym artykule postaram się przybliżyć skróty używane w akwarystyce przy taksonomii ryb. Taksonomii, czyli nauce zajmującej sie nazywaniem ryb ze względu na ich przynależność gatunkową. Skróty te często pojawiają się w opisach gatunków ryb i mogą czasem stanowić zagadkę. sp. - oznacza gatunek. Wykorzystuje się ten skrót najczęściej do oznaczenia, że mamy do czynienia z jakimś gatunkiem z danego rodzaju, ale nie wiemy jakim czyli np.: Ancistrus sp. - czyli jakiś bliżej nieokreślony gatunek ryby z rodziny Ancistrusów - może być nieokreślony, bo go nie znamy albo może być hybrydą, czyli kundelkiem. aff. - oznacza bliski, pokrewny, często zamiennie stosowany z cf. - który to skrót oznacza "porównaj z" lub podobny. Dla przykładu: możemy naszego dobrego znajomego Ancitrus sp.calico nazwać poprawnie Ancistrus sp.aff.LDA-016, czyli Ancistrus spokrewniony z LDA-016 lub Ancistrus sp.cf.LDA-016, czyli Ancistrus z wyglądu podobny do LDA-016. fam. - czyli rodzina. W naszym wypadku to będzie Hypancistrus albo Peckoltia albo Ancistrus itd. juv. - oznacza osobnika młodocianego. syn. - synonim. Często ryby mają wiele różnych nazw wynikających ze zmian w taksonomii i wtedy podaje się ich różne nazwy przeszłe, które stały się synonimami. varr. lub czasem błędnie var. - czemu błędnie? Bo var. używa się w botanice, ale tak czy inaczej, ten skrót oznacza odmianę, czyli możemy napisać - Ancistrus sp.aff L-144 var snow white - proste? Jest też masa skrótów używanych w języku angielskim, czy niemieckim, które ułatwiają życie w pisaniu o rybach, dla przykładu: BL - czyli body length - długość ciała LF - long finn - długie płetwy SW - super white SY - super yellow RB line - Robert Budrovcan line - inicjały niemieckiego hodowcy Hypancistrus L-236, który wyprowadził linię z charakterystycznym wyglądem WC - water change - podmianka wody BN - bristlenose - ancistrus
  10. 1 punkt
    Nadfiltracja - to pojęcie dość często źle rozumiane przez akwarystów. Najczęściej pokutuje zdanie, że to zastosowanie filtra, który ma kilkukrotnie większy przepływ wody na godzinę niż ma pojemność akwarium. Niestety to nie tak. Wyobraźmy sobie zbiornik 100 litrów, w nim turbinę Aquael circulator 1000 (tyle litrów wody na godzinę pompuje), a na tej turbinie założoną gąbkę o pojemności 0,5 litra - czy to będzie nadfiltracja? No raczej nie. Ktoś powie zatem, że potrzeba wielkiego złoża - po części tak, ale też nie do końca. Zacznijmy od podstaw. Filtr biologiczny ma za zadanie przy pomocy bakterii nitryfikacyjnych przerobić NH3 i NO2 na najmniej toksyczne azotany, czyli NO3. Ilość NH3 w zbiorniku zależy od ilości żywych stworzeń, obsady roślinnej, ilości pokarmu jaki dajemy rybom. Im więcej żywych stworzeń i jedzenia , tym więcej NH3. W dojrzałym zbiorniku ilość bakterii, jakie się pojawią, jest uzależniona właśnie od ilości NH3. Problem zaczyna się, gdy NH3 jest dużo, a bakterie nie mają się gdzie osiedlać - bo pojemność złoża biologicznego jest zbyt mała. Wtedy w akwarium poziom mierzonego NH3 i NO2 zaczyna niebezpiecznie podnosić się i staje się toksyczny dla ryb - chorują i umierają. Wtedy musimy powiększyć złoże biologiczne - albo dokładając kolejny filtr albo zmieniając złoże na takie o znacznie większej powierzchni czynnej. Niestety na tym najczęściej się kończy a trzeba pamiętać, że większe złoże musi mieć zapewnione dostawy dobrze natlenionej wody do wszystkich swoich zakamarków - więc większe złoże to też dobrze dobrana pompa podająca wodę z tlenem. Rozbudowując filtrację biologiczną w pewnym momencie dotrzemy do punktu równowagi, czyli będziemy mieli tyle bakterii, że przy naszej obsadzie i systematycznym karmieniu NH3 i NO2, będą na bieżąco przetwarzane na NO3. Rozbudowywanie w dalszym ciągu wielkości złoża wraz z zapewnionym przepływem wody bogatej w tlen będzie prowadziło już do nadfiltracji. Czy to ma sens? Owszem, jak najbardziej. Czemu? Wyobraźcie sobie sytuację, że wyjechaliście na urlop i sąsiad karmi Wasze ryby - nie potrafi, więc sypie dużo za dużo lub w międzyczasie jakaś rybka zdechła - wtedy w wodzie pojawia się znacznie więcej NH3 niż zwykle - złoże biologiczne ma potencjał, by się rozbudować, co też szybko nastąpi. Dzieje się tak, bo w wodzie pojawiła się nadmiar produktów do przemiany. A co będzie, gdy parametery wrócą do normy? Urlop się skończy, zdechła ryba będzie wyjęta z akwarium? Wtedy jak się okaże, że pokarmu dla bakterii wystarcza tylko dla 80% populacji, to 20% przejdzie w stan uśpienia w oczekiwaniu na kolejną szansę, by sobie pojeść, jak coś zachwieje nam warunkami w akwarium. Poza tym, znając akwarystów, w zbiorniku pojawią się z czasem nowe rybki, część z istniejących będzie miała przychówek albo najzwyczajniej zwiększy swoje gabaryty. Posiadanie nadfiltracji jest pewnego rodzaju zaworem bezpieczeństwa - wybacza akwaryście popełniane błędy. Istotnym elementem tej układanki jest wspomniany już przeze mnie tlen. Nawet jeśli będziemy mieli złoże biologiczne 3 razy większe niż powinno być i będzie przez niego leciała woda w dużych ilościach, to jeśli nie będzie ta woda zawierać maksymalnie dużo przy danej temperaturze tlenu, to nam ta nadfiltracja nie wyjdzie. Dlatego właśnie w profesjonalnych hodowlach na wielka skalę używa się np. złóż biologicznych zraszanych, gdzie dostęp tlenu jest nieporównywalny do takich złóż zamkniętych w kubełkach. Powiem Wam, że jeśli macie w akwarium kłopot z pojawiającymi się zbyt dużymi ilościami NH3 i NO2, to czasem zamiast zamartwiać się, że trzeba kupić nowy albo większy filtr, wrzućcie do zbiornika solidny kamyk napowietrzający - on zdziałać może cuda. Jeszcze kwestia " duzej ilosci wody" płynącej przez filtr - tez nie mozna przesadzic bo wtedy bakterie nie beda w stanie wylapac tego co im do szczescia potrzebne dlatego lepiej miec wielkie zloze i srednia pompe ale za to niezwykle dobrze natleniona wode ktora nie bedzie przemykac przez wklady jak pendolino a jednak dostarczy tlen i zwiazki azotu wszystkim bakteriom zasiedlajacym nasze filtry. Czy nadfiltracja ma jakieś wady? - jeśli w tym przykładowym akwarium 100-litrowym będziemy chcieli trzymać 500+ rybek, to żeby sobie poradzić z filtracją musielibyśmy mieć tam przepływ jak w oczyszczalni ścieków - żadna ryba by tego nie przeżyła. To oczywiście przejaskrawiony obraz, ale chcę powiedzieć, że nie da się iść w nieskończoność z budowaniem filtracji - kiedyś trzeba ochłonąć z zakupem nowych ryb do zbiornika. Nadfiltracja bądź po prostu optymalna filtracja bardzo szybko usunie z wody NH3 i NO2 - czy to oznacza, że rośliny będą głodować? Nie do końca - owszem, są takie, co lubią przyjmować te związki, ale i tak większość zadowoli się azotem pod postacią NO3, a tego będzie w akwarium solidnie dużo. Osobiście nie widzę złych stron posiadania nadfiltracji w akwarium, jeśli nie idziemy w kierunku rozwiązań ekstremalnych.
  11. 1 punkt
    Dziś na tepet biorę dość często pojawiające się pytanie o to, jakie zbrojniki można trzymać z jakimi rybami? Wiem, że niektórzy pokiwają z dezaprobatą głową - jak to towarzyszące? One najlepiej się czują we własnym towarzystwie, ale są też akwaryści, którzy posiadają inne ryby i chcieliby mieć z nimi zbrojnika. 1. Paletki, skalary, altumy: Akwaria z tymi rybami najczęściej mają wodę miękką i kwaśną oraz dość ciepłą - na dodatek ryby te są mięsożerne, więc świetnie jako towarzysze będę się tu sprawdzać wszelkie zbrojniki z rodzaju Hypancistrus, np. L-201, Hypancistrus contradens, L-066, L-333, L-046, L-173, L-236, L-260, L-262...Dobrze też czuć się będą ryby z rodzaju Peckoltia, jak np. L-134, Peckoltia braurei, Peckoltia drevis, L-015. Jako ryby wszystkożerne do paletek będą też pasować Baryancistrusy, np. L-200 albo L-239 - pięknie się z nimi będzie komponował L-128. Nie wymieniam tu innych mięsożernych gatunków, np. tzw. kaktusów, bo są to duże ryby i mogą stresować paletki. 2. Duże pielęgnice Ameryki Południowej: Mam tu na myśli takie ryby jak Pielęgnica cytrynowa, niebieskołuska, managuańska, pawiooka. Te ryby też lubią miękką i kwaśną oraz ciepłą wodę, ale są na tyle duże, że spokojnie wciągną nosem takie rybki jak L-046 czy L-260 - tu potrzeba zbrojników do zadań specjalnych, czyli silnych niebojących się osobników, które chętnie będą pożerać mięso - L-600, L-114, L-091, L-024, L-025, LDA-105 (uwaga na cenę). Można trzymać z nimi też ryby z rodzaju Pterygoplichthys, gdyż są wszystkożerne i osiągają duże rozmiary, więc nie będą się bały pielęgnic. 3. Pielęgnice z wielkich jezior afrykańskich: Tu pojawia się problem, bo wody te są twarde i o pH nierzadko większym niż 8 - w naturze nie występują tam zbrojniki - jednakże jest na to pewne rozwiązanie. Występujący w akwariach całego świata od wieku z hakiem Ancistrus sp. i jego formy barwne tak bardzo jest już oderwany od dzikiej przyrody, że zdołał się dostosować do niemal każdych warunków i lubi twardą i zasadową wodę, więc można zaaklimatyzować tę ryby do biotopów Malawi czy Tanganiki. 4. Akwaria roślinne: Akwaryści, którzy decydują się na założenie akwarium roślinnego woleliby raczej, by walczące ze sobą o względy samic samce nie wyrywały skrupulatnie sadzonych roślinek , nie kopały dołów i ogólnie nie robiły ze zbiornika pobojowiska. Dlatego do takich akwariów zalecałbym niezwykle delikatne z zachowań Farlowelle, Sturisomy, Otoski (jest ich sporo więcej niż tylko affinis i naprawdę potrafią zaskoczyć wyglądem), Loricarie - np. L-010a czy parva bądź eigenmanni. Pasować też będą te zbrojniki, które wymienię w punkcie 5. 5. Nano akwaria: Te maleńkie zbiorniki z maleńkimi rybkami też zasługują na dzielnych rycerzy - tu polecałbym Otocinclus cocama, nanoptoma sp. Peru zwana też Otocinlus orange czy ciekawy Otocinclus negro. 6. Akwaria ze złotymi rybkami: Te z założenia zbiorniki z chłodną wodą mogą być zasiedlone przez potwora zwanego Pterygoplichthys pardalis - wcina wszystko, jest duży, więc sobie poradzi w walce o pokarm i co ważne, da radę w 20 stopniach. Jak zauważyliście nie wymieniłem sporej części zbrojników, np. Chaetostomy czy dzikie gatunki Ancistrusów, ale nie wymieniłem też całej masy zbiorników, które ludzie mają w domach - np. mieszanka kasaczowatych albo piekniczkowatych - trzeba dobierać zbrojniki pod kątem zwyczajów żywieniowych oraz warunków fizykochemicznych wody tak, by nie egzystowały jedynie, a czuły się wyśmienicie, rosły i przynosiły radość latami Szukajcie, czytajcie, sprawdzajcie, a w razie czego pytajcie.
  12. 1 punkt
    Można przyjąć, że młode ryby karmimy podobnymi pokarmami do pokarmu rodziców, tylko odpowiednio mniejszymi - roztartymi na proszek bądź maleńki grysik. Zacznijmy od ryb roślinożernych - głównie ancistrusów, bo one najczęściej goszczą w naszych zbiornikach, ale zasady karmienia obowiazują te same dla wszelakich roślinożerców: Ryby, jak każde inne zwierzęta, do wzrostu potrzebują białka, a ponieważ ancistrusy to z założenia ryby roślinożerne, to trzeba dostarczyć im białko właśnie roślinnego pochodzenia - bam! - mamy spirulinę - jedno z najlepszych białek w przyrodzie. Jest wielu producentów pokarmów na bazie spiruliny, choć przyznam, że niektóre nie są chętnie spożywane przez narybek - wybierajcie takie pokarmy, gdzie zawartość spiruliny to około 30% W jakiej formie pokarm podawać? Najlepiej w płatkach albo w postaci drobnego grysiku wielkości kaszki, dobre są także pasty spirulinowe - oczywiście jak nie macie dostępu do takiego pokarmu, to możecie podawać ten sam roślinny, którym karmicie dorosłe egzemplarze, tylko odpowiednio drobno roztarty. Dobrze do kotniczka jest dodać zaparzone, suszone liście pokrzywy albo mniszka lekarskiego - zobaczycie, że po kilku dniach znikną, a to o tyle dobry pokarm, że maluchy mają go stale dostępnego i mogą sobie podjadać, jeśli akurat skończy się im to, co podaliście. Można również sparzać świeże bądź mrożone liście szpinaku. Co do korzenia tak chętnie polecanego, żeby go sobie młode rybki skubały - młode go sobie nie poskrobią, ale jeśli jest to korzeń, który odpowiednio długo moczył się w akwarium, to cały porośnięty jest on filmem biologicznym i ten film właśnie stanowi źródło bialka - podobnie jak np. długo leżące w akwarium liście ketapangu czy dębu. Z uwagi na to, że młode ryby w początkowej fazie wzrostu mają olbrzymie zapotrzebowanie na energię i białko, to można raz dziennie podać im maleńką porcję np. pasty z artemii albo oczlika bądź jakiś inny pokarm z dużą zawartością białka zwierzęcego, ale nie wolno przesadzić, żeby nie zrobić sobie kłopotu. Z czasem, po 2-3 tygodniach, można zacząć podawać rybom surowe plastry cukinii, papryki, dyni itp. Narybek wszystkożerców i mięsożerców będzie w zasadzie spożywać wszystko to, co dorosłe osobniki. Ważne, by młode ryby dostawaly pokarm kilka razy w ciągu dnia a nie tylko na noc - dlatego akwarium z nimi bądź kotnik dobrze jest przesłonić i ograniczyć w nich ilość światła - to spowoduje mniej stresu u młodych i wiąkszą chęć, by chiały jeść w ciągu dnia.
  13. 1 punkt
    Czołem Kochani! Dziś o transporcie naszych milusińskich. Wydawać by się mogło, że temat banalny a jednak kryje w sobie sporo niebezpieczeństw - częściowo o niebezpieczeństwach wspominałem w artykule o aklimatyzacji, ale powtórzę i tutaj. Zacznijmy od początku. Jeśli transportujemy ryby ze sklepu do domu i trwa to godzinkę bądź nieco dłużej albo krócej, to kłopotu w sumie nie mamy wielkiego - trzeba zadbać o to, żeby temperatura w woreczku nie zmieniła się więcej niż o 2 stopnie w dół lub w górę, następnie przystępujemy do aklimatyzacji, co opisałem już właśnie w artykule pod tą nazwą. Jednak czasem przyjeżdżają do nas ryby wysłane z drugiego końca Polski albo i świata i wtedy już tak łatwo nie jest. Zacznijmy od tego, że osoba bądź firma, która wysyła nam ryby powinna je wcześniej przygotować do dłuższego transportu. Nie powinny takie ryby być karmione minimum dobę przed wysyłką, a lepiej nawet dwie doby. Woda w zbiorniku, gdzie są trzymane powinna być podmieniona kilka - kilkanaście godzin przed pakowaniem. Worki z rybami muszą być zabezpieczone przed zmianą temperatury - zimą można posłużyć się tzw. heatpackami. Obowiązkowo styropianowe pudło. Worki powinny być nabite tlenem, jeśli podróż ma trwać kilka-kilkanaście godzin. Większe ryby, które posiadają twarde promienie w płetwach pakujemy w podwójny worek, a czasem nawet pomiędzy dwa worki dajemy gazetę. Do worków wkładamy rozsądne ilości ryb. W końcu ryby trafiają do nas. Trzeba je zaaplikować do akwarium. Zamawiając ryby od hodowcy bądź importera pytamy o właściwości wody, na jakiej trzyma on ryby. Teoretycznie powinny to być warunki odpowiadające danemu gatunkowi, więc i my mamy podobną wodę w naszym akwarium - zakładam, że to zbiornik kwarantannowy. Jeśli warunki są dość różne, to i aklimatyzacja potrwa dłużej. Musimy pamiętać, że ryby w transporcie nie powstrzymują się od oddawania do wody odchodów, zarówno moczu, jak i kału, więc w woreczkach stężenie amoniaku może być już całkiem wysokie - szczęście w nieszczęściu, że ryby w tym worku oddychają, a to oznacza, że nasycają powoli wodę dwutlenkiem węgla, co za tym idzie - woda staje się z każdą godziną kwaśniejsza a im kwaśniejsza, tym mniej szkodliwy jest amoniak. Przyjdzie jednak moment, kiedy otworzymy worek i wymiana gazowa spowoduje, że nadmiar CO2 uleci z wody i pH pójdzie w górę a amoniak stanie się bardzo toksyczny. Co robić? 1. Ryby z woreczkiem nieotwieranym wkładamy do akwarium, żeby wyrównały nam się temperatury wody. 2. Za pomocą mega cienkiej igły i strzykawki, np. insulinowej, wstrzykujemy do nadal nieotwartej torebki magiczny szuwaks, który potrafi trujący amoniak oraz NO2 i NO3 zamienić w związki nietrujące. Taki magiczny szuwaks to np. Kordon Amquel Plus albo Seachem Prime - pewnie inni producenci też mają takie magiczne eliksiry, dzięki temu, że zrobimy to maleńka igiełką, to póki co nie nastąpi wymiana gazowa. Może pojawić się mały kłopot z dozowaniem tych eliksirów, bo są one zazwyczaj mega wydajne i np. 5 ml Prime jest na 200 litrów wody, czyli na 2 litry wody w torebce trzeba 0,05 ml - trochę ciężko to odmierzyc - wtedy bierzemy 1 ml - wlewamy to do 100 ml wody, mieszamy i jak weźmiemy teraz 5 ml tej wody to tam bedzie 0,05 (prawie tyle ) tego eliksiru - proste? 3. Jak już nam się temperatury wyrównały i eliksir zrobił swoje, czyli pewnie po mniej więcej 30 minutach, otwieramy worek i zaczynamy mieszać wodę w torebce z wodą z akwarium - można to zrobić za pomocą kroplówki bądź wężyka od powietrza z zaworkiem, można dolewać małe porcje wody - ważne, żeby ryby przyzwyczaić do naszej wody przez godzinkę lub dwie - to zależy jak bardzo różnią się parametry - głównie pH - pamiętamy, że jeden stopień różnicy w pH, to 10 razy kwaśniejsza bądź bardziej zasadowa woda. Po wpuszczeniu ryb do akwarium warto dodać sól, np. 0,3-0,5 grama na litr. Ryby w stresie straciły sód i muszą go przyjąć. Dodać też można kolejny eliskir, który działa na ryby odstresowująco, a do tego pomaga im zabezpieczyć się przed inwazją patogenów, np. Kordon fish protector, ale inne firmy też robią takie magiczne płyny. Jakieś pytania? Proszę zadawać je tu pod artykułem! Poniżej link do artykułu o aklimatyzacji:
  14. 1 punkt
    Podmiany wody - jeden z tematow wywołujących na grupach Facebook'a solidne zamieszanie, nerwowe pyskówki i ubliżanie. Każda ze stron uważa, że ma rację i będzie jej bronić jak niepodległości. Czemu tyle emocji jest z tym zwiaząnych? Bo faktycznie obie strony mają po części racjć. Obie strony, czyli Ci, którzy mówią "podmieniamy co tydzień 40%" i Ci, co mówią "nie podmieniamy miesiącami i jest ok". To kto ma rację? Będziecie musieli sobie wydedukować po przeczytaniu moich wypocin. 😛 W literaturze akwarystycznej lat 60-90 wszędzie jak mantrę powtarzano, że w akwarium wodę podmienamy raz w tygodniu około 30%. Były to czasy, kiedy filtracja w akwariach opierała się na filtrach gąbkowych napędzanych powietrzem bądź rodzajem filtrów kaskadowych, które również napędzane były powietrzem z brzęczyka. Nie istniały filtry kubełkowe, a dopiero na początku lat 90 pojawiły się w Polsce pierszwe turbinki wewnętrzne, które miały nieco większą wydajność. Jak widać filtracja przez ostatnie 25 lat przeszła większą przemianę niż twarze celebrytek i dziś akwaryści wspomagani są nie tylko mega wydajnymi filtrami wewnętrznymi i zewnętrznymi, ale też całą masą mediów filtracyjnych. Nowoczesne złoża cermiczne zwiększają powierzchnię czynną filtrów kilkusetkrotnie, żywice jonowymienne pozwalają nam usuwać z wody związki azotu, fosforu, wapnia i magnezu. Do dyspozycji mamy dziś bakterie nitryfikacyjne w postaci płynów i proszków, chemię, która wiąże szkodliwe substancje, zamienia trujące związki w mniej szkodliwe, pozwala je odfiltrować.To daje nam możliwosci, by mniej podmieniać wodę. W akwarystyce istnieje też od długiego czasu moda na akwaria roślinne, w głównej mierze HT - czyli w skrócie - mega duża ilość roślin rosnących w podłożu specjalnie dla nich przeznaczonym - nawożenie, dozowanie CO2 i ilość światła, której nie powstydziłby się stadion piłkarski, a do tego niewielka ilość fauny, która mogłaby oddawać do wody związki azotu, więc trzeba taki azot dodatkowo do tych akwariów dozować, żeby rośliny nie poumierały z głodu. Taka masa roślin zjada z wody niemal wszystko, więc nawet dolewanie do takiego zbiornika wody, bo odparowała, nie powoduje zwiększenia zasolenia, bo w zasadzie wszelkie pierwiastki są wykorzystywane przez rośliny do wzrostu, a duża ilość osób takie roślinniaki trzyma na wodzie RO, czyli całkowicie jałowej, którą wzbogaca się w kontrolowany sposób mieszankami minerałów - więc i dolewka odbywa się za pomocą wody RO, co nie wpływa na zwiększenie zasolenia wody w baniaku, nawet jeśli taka sytuacja będzie się powtarzać cyklicznie przez wiele miesięcy. I właśnie w głównej mierze to osoby posiadające takie zbiorniki stoją na czele klanu "niepodmieniaczy" wody i mają swoje racje i słuszności. Jednak akwartystyka w tym kraju charakteryzuje sie tym, że roślinniaki są tylko niewielkim odłamem tego hobby, a u statystycznego Kowalskiego w domu stoi sobie zbiornik ze żwirkiem na dnie, dwiema ledwożyjącymi roślinkami, masą dodatkowych ozdób i cała watahą rybek najczęściej żyworodnych, które stale powiększają liczebność watahy. Filtracja jakaś owszem i jest, ale niewstarczająca, poza tym ona i tak w końcowej fazie wytwarza olbrzymie ilości NO3, których nie ma co skonsumować, więc jedynym rozwiązaniem jest solidne podmienianie wody - 2 razy w tygodniu po 40%. Oczywiście ja, posiadając zbiorniki czysto hodowlane - gołe szkło, słabe oświetlenie (zbrojniki nie preferują silnego światła) i do tego niejednkrotnie mocno przerybione - podmienaim wodę regularnie raz czy dwa razy w tygodniu po 50-60%. Mimo tego że porównując do innych zbiorników mam olbrzymie pojemności filtrów biologicznych, bo przykładowo w zbiorniku 300 litrów posiadam 12 litrów gąbki i 9 litrów ceramiki Sera siporax, to mniej więcej odpowiednik 3-4 filtrów kubełkowych. Tylko, że te media przetwarzają mi na szybko NH3 na NO2 i na NO3 i tyle - w wodzie zostają wielkie ilości NO3 i trzeba je usunąć. Sę też pewne aspekty fizykochemiczne wody, które nie są takie proste jak cykl azotowy, jak nawożenie i zjadanie tych nawozów przez rośliny - jest np. takie pojęcie jak potencjał redox wody. Żeby nie wchodzić w zawiłości oksydacji i redukcji powiem tak w skrócie, że to zdolność wody do usuwania między innymi wolnych rodników oraz wchodzenia w reakcje z metalami ciężkimi. Ten potencjał redox jest istotny z punktu widzenia zdrowia ryb i stabilości zbiornika, a nie ma filtrów czy żywic, które by go poprawiły - pozostaje jedynie podmiana wody, dlatego nawet te osoby, które mają piękne i świetnie działające akwaria roślinne też raz na jakiś czas powinny podmienić wodę. Powiem Wam też jak to jest z punktu widzenia hodowcy. W zbiornikach, gdzie trzymam stado rozrodowe zbrojników, np. Hypancistrusów, ilość ryb jest zdecydowanie nie duża do litrażu - jest nadfiltracja i regularne podmiany wody, a mimo to czasem trzeba czekać miesiącami, by ryby zechciały podejść do tarła - stymuluje się je robiąc im np. przez 3-4 dni pod rząd duże 50% podmianki wody i...też nic. Jako że miałem te przyjemność przenosić hodowlę, to musiałem często całe stada przenosić dość szybko ze starego zbiornika do takiego dopiero co postawionego 3 dni wcześniej na 100% świeżej wodzie i wiele razy już następnego dnia było tarło - dostały całkowicie świeżą wodę i to je pobudziło. Woda jest dla ryb tym, czym dla nas powietrze - one odczuwają ją wszystkimi zmysłami i nie jesteśmy w stanie zmierzyć wszystkich niezbędnych paramtetrów, by wiedzieć czy to już taka woda, o jaką im chodzi, więc chociaż niech będzie świeża i wolna od niebezpiecznych związków, więc apeluję - nieważne czy masz akwarium HT czy zwykły lub hodowlany zbiornik - podmieniaj wodę, bo wyjdzie to na zdrowie mieszkającym tam lokatorom.
  15. 1 punkt
    Zbrojniki podzielę na takie, które rozmnażają się łatwo, ciężko i wcale. Do tych dość łatwych zaliczę w zasadzie wszystkie Ancistrusy (z małymi wyjątkami - jak chociażby L-034), ale też Sturisomy i Farlowelle. Tym rybom wiele nie potrzeba - solidne karmienie, świeża woda i odpowiednio dobrana grota - na końcu artykułu będzie link do posta, w którym opisujemy jak dobrać grotę i jak karmić naszych podopiecznych. Zbrojniki ciężkie lub może cięższe do rozmnożenia i obecne w akwariach to Hypancistrusy, a więc typowe eLki, jak 340, 333, 260, 262, 046,173, 174, 066, 400, 401oraz Pecktoltie, jak np. 134, 305. Oczywiście jeśli mamy szczęście i posiadamy dorosłe pary tych ryb lub większe stado, jeśli karmione są one dobrym, wysokoproteinowym pokarmem, mają czystą wodę (nie tylko optycznie, ale przede wszystkim czystą pod względem związków azotu), odpowiednią temperaturę i groty, to często same idą w tango - ale nie zawsze i wtedy co? Wtedy często piszecie do mnie co zrobić. No to już mówię, co można zrobić, ale uprzedzam - to nie silnik benzynowy, że jak coś się zmieni w ustawieniach albo da nowe świece to bedzie jak nowy - to żywe stworzenia, które są nieprzewidywalne. Po pierwsze ryby te dojrzewają dość późno - np. L-046 dopiero między 2 a 3 rokiem życia, więc może Wasze rybki są po prostu jeszcze zbyt młode na tarło. Po drugie jak już mamy dorosłe ryby i są to dzikie osobniki, to najczęściej czują do siebie miętę wtedy, kiedy u nich jest pora rozrodu, czyli np. właśnie teraz i ciężko je zmusić do tarła np. w sierpniu. Jeśli natomiast to pokolenie F1, F2 itd. to robi się łatwiej. Jak je stymulować? Trzeba je troszkę oszukać, że właśnie zaczyna się pora deszczowa i czas rozrodów. W tym celu opuszczamy poziom wody w zbiorniku nawet o połowę, opuszczamy temperaturę do 27-28 stopni, przykręcamy filtry, żeby prąd wody był mniejszy i mniej karmimy ryby oraz rzadziej podmieniamy wodę - i tak robimy np. przez miesiąc. Następnie przez okres 2-3 tygodni podnosimy poziom wody, temperaturę do 31-32 stopni, robimy częste podmianki i obficie karmimy, filtry rozkręcamy na maksa, a nawet wkładamy dodatkowy filtr, wymuszający prąd wody, dokładamy dodatkowe napowietrzanie i obserwujemy, czy nam się samiczki nie robią grube, a samce nie walczą ze sobą. Można w tym czasie do wody dodać garbników, np. gotując szyszki olchy albo liście ketapangu i dodając troszkę takiego wywaru, te szyszki oraz liście do zbiornika przy podmiance. Warto też wrzucić troszkę soli w ilosci np. 0,3 grama na litr wody. I trzymać kciuki Może któryś z kolegów ma jeszcze jakieś pomysły i sprawdzone myki - proszę się wówczas nie krępować. Stymulująco potrafi też zadziałać wpuszczenie kolejnego samca do zbiornika - rywalizacja o bycie pozycją alfa w stadzie działa pobudzająco zarówno na samce, jak i na samiczki. Jest też grupa zbrojników, które w akwariach się nie romnażają - to Plecostosmusy, Gibbicepsy, Adonisy i wiele innych dużych zbrojników, które często nie podchodzą do tarła ze względu na wielkości akwariów. Mam nadzieję, że udało mi się wyjaśnić większość niewiadomych - trzymam kciuki za Wasze sukcesy hodowlane. A tu link do postu, w którym piszemy jak dobrać groty dla zbrojników, bo wiele gatunków bez takiej groty nie rozmnoży się:
  16. 1 punkt
    W niniejszym artykule chciałbym przybliżyć Państwu warunki hodowli ryb dość rzadko spotykanych w naszych akwariach, jakimi są Hypancistrusy Zebra. Ryby te nie doczekały się jeszcze polskiego nazewnictwa, lecz w powszechnym użyciu jest po prostu zbrojnik zebra. Występowanie: Omawiane ryby pochodzą z rzeki Rio Xingu w Brazyli, około 15 kilometrów w dół rzeki od miasta Altamira – żyją tam na odcinku kilkudziesięciu kilometrów. Można więc powiedzieć, że są gatunkiem endemicznym. Koryto Rio Xingu poniżej Altamiry składa się z niezliczonej ilości odłamków skalnych usianych na drobnym czystym piasku, dzięki temu nasze Hypancistrusy mają olbrzymią liczbę kryjówek na dnie – być może właśnie fakt, że ich habitat jest jedną wielka kryjowka sprawia, że są tak niespotykanie ubarwione - wręcz rzucają się w oczy. Biorąc pod uwagę ich wielkość – około 8 cm - jest to uzasadnione jedynie tym, że z dużą łatwoscią mogą się w każdej chwili schronć przed atakiem drapieżnika.Tak też zachowują się w warunkach akwariowych. Całymi dniami leżą do połowy w ceramicznej rurce wystawiając jedynie ogony i najmniejsze poruszenie przy szybie zbiornika lub rzucenie cienia na daną rybę powoduje natychmiastowa ucieczką w głąb kryjówki. Tak czy inaczej, ubarwienie tych ryb stało się powodem ich niesamowitej popularności około 8 lat temu. Zaczęto na potrzeby akwarystyki masowo odławiać tę dopiero co poznaną rybkę. Na skutki rabunkowej eksploatacji nie trzeba było długo czekać. Populacja w środowisku naturalnym bardzo szybko się skurczyła, a w zbiornikach ryba ta nie rozmnażała się na tyle, by zaspokoić popyt. Rząd Brazylii zmuszony był wprowadzić zakaz odłowu, mając nadzieję na odbudowanie się populacji. W tym artykule postaram się podzielić swojć wiedzć i doświadczeniem, by każdy, kto posiada te piękne ryby pokusił się o uzyskanie potomstwa, aby już nigdy nie było potrzeby odławiania tych ryb z ich naturalnegho środowiska. Przy okazji chciałbym uczulić wszystkich, którzy mają zamiar nabyć te zbrojniki, by za każdym razem upewniali się, że sprzedający, czy to w sklpie, czy tym bardziej w internetowych serwisach aukcyjnych, posiada certyfikat pochodzenia ryb z hodowli – w ten sposób może uda się ukrucić nielegalny import tych ryb z Brazylii, który niestety nadal ma miejsce. Woda: Aby zapewnić maksymalnie sprzyjające warunki do rozrodu powinniśmy naszych podopiecznych trzymać w wodzie miękkiej – 2-4 stopnie twardości węglanowej, 5-6 stopni twardości ogólnej, pH od 6,2 do 6,5 - i bardzo ciepłej – nawet 33 stopnie Celsjusza. Taka właśnie woda występuje w ich naturalnym środowisku – aczkolwiek udokumentowane są rozrody tych ryb w nieco chłodniejszej i mniej kwaśnej wodzie. Natomiast wszelkie źródła podają jako warunki konieczne: doskonałe napowietrzanie, krystaliczna czystość mechaniczna oraz maksymalna filtracja i brak związków azotu. Dla przykładu podam, że moje ryby trzymałem w specjalnie dla nich przygotowanym zbiorniku o pojemnosci 450 litrów, gdzie ruch wody za pomocą filtrów i falownika wynosił 9500 litrów na godzinę. Bardzo ważne jest też, by w wodzie była minimalna - zerowa ilość azotanów! By prowokować ryby do tarła można na okres np. miesiąca (najlepiej maj lub czerwiec) obniżyć temperaturę do 28 stopni - co dwa, trzy dni podmieniać wodę, a następnie znów podnieść do 32 stopni. Korzystnie na tarłaki wpływ też okres burz letnich – zauważyłem, że przed każdą burzą moje Zebry stawały się bardzo aktywne i o tej porze roku (początek lata) miałem najczęściej składaną ikrę. Co nie znaczy, że nie można wymienioną metodą skłonić tych ryb do rozrodu w innych miesiącach - miałem mioty zarówno na jesieni, jak i zimą. Wystrój zbiornika: Na początku mojej przygody z tymi „glonojadami” postanowiłem urządzić im zbiornik higieniczny. Nie zdał egzaminu. Ryby panicznie bały się wychodzić z kryjówek i poruszać po gołej szybie - może dlatego, że moje osobniki pochodziły jeszcze z czasów odłowów i nie znały takiego podłoża....po kilku doświadczeniach wyeliminowałem podłoże z samych kamieni, ze żwiru i dopiero drobny piasek okazał się być strzałem w dziesiątkę. Do tego jak najwięcej zakamarków i kryjówek. Ułożone na sobie płaskie kamienie i typowe rurki ceramiczne dla glonojadów doskonale się sprawdzały – w zbiorniku lezał też na wszelki wypadek kawałek drewn, ale po 2 latach nie było na nim najmniejszego śladu, by Hypancistrusy posilały się nim. Ponieważ ryby te nie lubią jasnego oświetlenia, lecz półmrok w zbiorniku nie było roślin. Dzięki małej ilości światła miałem okazję podziwiać moich pupili nie tylko w nocy, ale również w ciągu dnia, gdyż bez strachu opuszczały swoje kryjówki, szczególnie w porach karmienia. Karmienie: Hypancistrusy zebry mimo, że wyglądają i są nazywane glonojadami, w swojej diecie nie mają wcale pokarmu roślinnego - są to typowi mięso- i padlinożercy. W naturalnym środowisku będą żerować na padniętej rybie i wyszukiwać w dnie larw owadów. W akwarium rybom podawałem pokarmy oparte na dużej zawartości białka zwierzęcego. Bardzo chętnie przyjmowały pokarmy z dodatkiem czosnku. Zdecydowanie lepiej radzą sobie z formą granulowaną niż płatkowaną i oczywiście w wersji tonącej, gdyż ryby te w zasadzie nie odrywają się od podłoża - niezmiernie rzadko mogłem zaobserwować jakąkolwiek z ryb na ścianie akwarium. Pora największej aktywności, a zarazem poszukiwania pokarmu jest wczesny wieczór aż do godziny 22-23 - wtedy też należy podawać pokarm, który nie zjedzony usuwamy rano. Próby karmienia pokarmami mrożonymi nie przynosiły korzystnych rezultatów. Jedynie larwy ochotki były w miarę chętnie przyjmowane. Rozród: Gdy ryby mają już odpowiednią wodę, oświetlenie, otoczenie i są dobrze karmione powinny przystąpić do tarła. Ale czy na pewno? Oczywiście mając samca i samicę mozemy mieć to szczęście, że doczekamy się potomstwa, jednak prawdopodobieństwo nie jest wysokie. Sukcesem jest tu posiadanie stada tych ryb, co przy ich dostępności i cenach nie jest zadaniem prostym. Po wielu miesiącach poszukiwań i starań udało mi się zgromadzić 17 sztuk tych pięknych ryb, z czego 14 pochodziło jeszcze z naturalnego środowiska. Zbiornik miał wymiary dna 200 na 60 cm, co zapewniało dużą ilość miejsca i kryjówek - jest to potrzebne, bo samce rywalizują ze sobą o terytorium. U mnie wyodrebniły się dwa stada, które raczej nie wchodziły sobie w drogę, aczkolwiek w samych stadach często dochodziło do potyczek między samcami. Na początku samce starają się przestraszyć przeciwnika silnymi ruchami ciała w pobliżu swojej kryjówki roztrącając podłoże. Gdy to nie pomoże, dochodzi do konfontacji – ryby ustawiają się równolegle obok siebie i uderzają nawzajem głowami w bok przeciwnika. Ponieważ na pokrywach skrzelowych posiadają mocną i twardć szczecinę, to w wyniku tych bójek boki ryb są poobcierane i czasowo zanikają na nich tak charakterystyczne pasy. Aby nie wdały się infekcje na stałe miałem włączoną lampę UV oraz stosowałem wywary z liści migdałecznika morskiego, który oprócz tego, że działa antyseptycznie, jest też niezrównanym afrodyzjakiem dla tych ryb. Dymorfizm płciowy zaznacza się dopiero około 30 miesiąca życia. Samce posiadają na pierwszym promieniu płetw piersiowych wyrostki przypominające maleńkie włoski oraz mocną i twardą szczecinę na krańcach pokryw skrzelowych. Dojrzałe płciowo samice mają masywniejszą budowę tułowia. Patrząc na ryby od góry samiec będzie miał budowę w kształcie smukłej litery V, natomiast samica posiada zaokrąglone okolice brzucha. Niedoświadczonemu z tymi rybami hodowcy z początku trudno będzie odróżnić poszczególne osobniki. Pomoca będzie ciągła obserwacja zachowań ryb i dzięki temu też można ustalić płeć, gdyż samce są z reguły znacznie aktywniejsze i agresywniejsze w stosunku do współplemieńców. Zebry nie wykazują natomiast agresji w stosunku do innych gatunków ryb, a mieszkając z rybami większymi i niespokojnymi boją się opuszczać swoje kryjówki. Dominujący samiec sam wybiera sobie partnerkę ze stada. Najczęściej jest to samica, która posiada wydatniejsze powłoki brzuszne świadczące o tym, że ma już ikrę gotową do złożenia. Tarło odbywa się w ceramicznych rurkach zakończonych ślepo. Najkorzystniejsze wymiary to dlugość około 10 -12 cm i szerokość wejścia 2,5 na 3,5 cm. Samica wchodzi jako pierwsza – samiec zamyka jej drogę ucieczki i nie wypuści do momentu złożenia ikry. Zdarzało mi się, że samiec zapędził do rurki niegotową samice i trzymał jż tam bez ustanku nawet 3 doby. Prawdopodobnie samica będąc uwiżziona zaczynała w gonadach produkcję ikry i dopiero, gdy była gotowa po 48- 60 godzinach zaczynał się akt tarła. Właśnie dlatego wejścia do groty nie mogą być zbyt duże, by samiec mógł bez problemu zapanować nad samicą. Z każdym kolejnym tarłem samiec opiekuje się ikrą coraz dokładniej – usuwa niezapłodnione ziarna - stale natlenia ikrę wachlując płetwami. Dlatego nie polecam wylęgu bez jego udziału, gdyż straty są zbyt duże. Biorąc pod uwagę, że ilość ikry złożonej przez dorosłą samicę to 10-12 ziaren, opieka bez samca jest niepotrzebnym marnotrastwem. Z jednego tarła udawało mi się uzyskać około 7- 8 młodych rybek. Kiedy młode zaczynają poruszać ogonkami i odklejają się od groty, czyli mniej więcej w 5-6 dniu od złożenia ikry (w temperaturze 32 stopni) jest to moment, by oddzielić je od samca i przenieść do oddzielnego zbiornika. Przez kolejne 8-10 dni nie pobierają jeszcze pokarmu, lecz resorbują olbrzymie woreczki żółtkowe. Woreczki są tak duże, gdyż składana ikra ma około 2,5 cm średnicy. Z tego też powodu samica składa jej tak mało. Młode, gdy już osiągną zdolność do pobierania pokarmu, są na tyle duże, że wykarmienie ich nie nastręcza żadnych problemów. Ja podawałem im larwy solowca i zmielone pokarmy - te same, którymi żywiłem dorosłe sztuki. Aby nie mieć problemu ze świeżą wodą u młodych ryb, umieszczałem w zbiorniku głównym przyczepiony do ściany bocznej 6-litrowy pojemnik z akrylu, w którym nawiercone były otworki o średnicy 1 mm. Do tego maleńkiego „akwarium” doprowadzony był wylot wody z niewielkiego filtra, który czerpał wodę z głównego zbiornika. Woda powracała przez otworki, zaś młode są zbyt duże, by przez nie przepłynąć. Stały przepływ wody gwarantuje zarówno dobre natlenienie wody, jak i pozbywanie się resztek pokarmu i odchodów. Jedynie na czas karmienia nalżzy wyłączyć pracę filtra tak, by rybki mogły spokojnie się najeść. Karmić należy je 4-5 razy na dobę. Młode rosną niestety w bardzo powolnym tempie. Po trzech miesiącach mają długość około 2,5 cm, a dojrzałość płciową osiągają w wieku 2,5-3 lat. Odpłacają się jednak długim życiem - w warunkach akwariowych mogą dożyć 12 lat. Zaobserwowano wśród hodowców tych ryb, że z niewyjaśnionych powodów pojawiają się w hodowlach egzemplarze z wadą genetyczną zwana mopskopf lub buldog nose. Pyski ryb są od przodu spłaszczone jak u buldoga. Może to być spowodowane rozmnażaniem ryb spokrewnionych ze sobą, nieodpowiednimi warunkami fizykochemicznymi wody. Jeden z hodowców z Niemiec, u którego pojawił się ten problem, przestawił się z wody pozyskiwanej z filtrów odwrotnej osmozy na wodę dejonizowana, do której dodawał preparaty witaminowe i mineralne i podobno kolejne lęgi już były prawidłowo rozwinięte. Oczywiście dodawanie do wody witamin oraz środków zawierających minerały i pierwiastki tak, by uzyskać wodę jak najbardziej zbliżoną do naturalnej, jest ze wszech miar wskazane, gdyż nasze ryby mając korzystne warunki, nawet jeśli nie przystąpią do tarła, to będą w doskonałej kondycji i nie będą chorować, czego życzę każdemu akwaryście. Podsumowując – jeśli chcecie Państwo jedynie cieszyć oczy widokiem tych pięknych ryb, to należy trzymać je wraz ze spokojnymi rybami o podobnych wymaganiach środowiskowych oraz nie oświetlać zbytnio zbiornika, dzięki czemu Zebry pokażą się Wam w ciagu dnia. Jeśli jednak ambicją Waszą jest otrzymać potomstwo, proponuję skupić się na jednogatunkowym akwarium, gdzie zapewnimy tarłakom nie tylko spokój, ale i doskonałe warunki do rozrodu. Zdjęcie z miniatury: Dariusz Woźniak Inne zdjęcia można znaleźć poniżej:
  17. 1 punkt
    FOSFOR Tym razem kilka słów na temat fosforu - skąd się bierze, czy jest do czegoś potrzebny, w jakiej postaci występuje i dlaczego jest winowajcą połowy klęsk akwarysty, bo na coś trzeba winę zepchnąć. Skąd wziął się fosfor? Teoretycznie był zawsze, ale jak to najczęściej bywa, ktoś musiał ogłosić jego istnienie jako pierwszy. I znów ocieramy się o temat sikania, jak w przypadku azotu i dojrzewania akwarium, ponieważ fosfor został odkryty przez odparowanie moczu. Sztuki tej dokonał Henning Brandt w 1669 roku i tylko on może wiedzieć, w jakim celu podgrzewał mocz w środowisku beztlenowym. Może lubił. A może dlatego, że otrzymana w ten sposób substancja ładnie świeciła. Ale nie wypada nabijać się z naukowców, szczególnie tych, z tak zacnymi osiągnięciami. Tak czy inaczej odkrycie okazało się owocne, bo już w następnym stuleciu naukowcy połapali się, że fosfor jest NIEZBĘDNY do wzrostu roślin i to nie tylko tych akwariowych a wszystkich. A tak na marginesie - widzieliście kiedyś na filmie jak koleś zapala zapałkę o cokolwiek szorstkiego? Pewnie każdy kiedyś próbował po obejrzeniu westernu i zawsze kończyło się to jednym i tym samym wnioskiem - to jakaś ściema. Otóż nie, w filmie da radę tak zrobić, bo ma zapałki fosforowe. Teraz stosuje się chloran potasu. Ale o potasie będzie w kolejnym tekście. W środowisku naturalnym fosfor lubi wiązać się z wapniem. Trochę mniej ochoczo wiąże się z glinem i żelazem. A jeszcze rzadziej tworzy masę innych związków chemicznych. Tworzy złoża pochodzenia magmowego - gdzie powstają apatyty oraz osadowego - gdzie powstają fosforyty. Spora jego ilość znajduje się też w kościach oraz w odchodach zwierząt zwłaszcza tych żywiących się rybami. W formie organicznej występuje głównie jako estry kwasu fosforowego czyli fosforan inozytolu, fosfolipidy i kwasy nukleinowe. Teraz będzie małe zaskoczenie. Mało kto wie, że istnieje coś takiego jak cykl fosforowy. Wiedza na ten temat jest mało rozpowszechniona wśród akwarystów, ponieważ w odróżnieniu od niektórych form azotu, jest małe prawdopodobieństwo zatrucia zwierząt w akwarium, więc nikt za bardzo nie przejmuje się tym faktem. Przy udziale enzymu fosfataza flora bakteryjna przeprowadza proces mineralizacji fosforu, czyli zachodzi przemiana w związki nieorganiczne. Ale mineralizacja to nie wszystko. Żeby fosfor mógł być przyswojony przez rośliny, musi przyjąć formę rozpuszczalną w wodzie. I znów wracamy do tematu “zejdź z pH poniżej 7”. A dlaczego? A to dlatego, że jak już wspomniałem, fosfor chętnie wiąże się z wapniem. A wapnia w kranówce zazwyczaj nie brakuje. W wodzie zasadowej powstaje Ca3(P04)2 - fosforan trójwapniowy, który nie za bardzo chce rozpuszczać się w wodzie. Natomiast w wodzie kwaśnej powstaje Ca(H2P04)2 fosforan jednowapniowy, który z kolei łatwo rozpuszcza się w wodzie. Obydwa związki chemiczne stosowane są w przemyśle spożywczym jako regulator kwasowości E341. O toksyczności wyżej wymienionych związków chemicznych nic mi nie wiadomo. Teraz odnieśmy to wszystko (w równie niezrozumiałej formie) do roślin. Dla roślin przyswajalne są H2PO4 czyli anion diwodorofosforanowy i HPO4 czyli anion wodorofosforanowy. To był tzw. fosfor aktywny czyli taki, który rośliny przyswajają bezpośrednio. Jest jeszcze fosfor ruchomy. Zjawisko polega na tym, że związki ruchome fosforu są w równowadze ze związkami aktywnymi. Czyli w momencie spadku stężenia fosforu aktywnego (tego rozpuszczonego w wodzie), fosfor ruchomy (np. w postaci osadu trudno rozpuszczalnego) przyjmuje postać aktywną. Obserwujemy wtedy tzw. oddawanie fosforu z podłoża. Czyli związki fosforu nierozpuszczalne w wodzie wytrącają się i opadają na podłoże, lub zachodzi zjawisko adsorpcji (trudne słowo - powiedzmy, że na upartego można było zamienić na “wchłanianie”) przez podłoże, żeby w momencie niedoboru powstało zjawisko samoistnego stabilizowania się fosforu. I tu jest klucz tzw. oddawania fosforu z podłoża. Ale jest jeszcze tzw. fosfor zapasowy, czyli związki nierozpuszczalne, które w długotrwałych procesach mogą przyjmować postać przyswajalną. Znaczącą rolę w tym procesie pełnią bakterie fosforowe PSB. Wnioski z tego są takie - aktywne podłoże, także ziemia, jest dobrym magazynem oraz buforem poziomu fosforu a nagłe skoki mierzalnego fosforu mogą mieć związek ze zmianą parametrów wody. Samo nic się nie dzieje - albo zmieniło się pH, albo temperatura, albo proporcje tlenu i dwutlenku węgla, albo ma to związek ze zmianą światła. Wszystkie te czynniki mogą mieć wpływ na poziom fosforu w wodzie i powodować zmianę jednego związku w inny. Dochodzi jeszcze grzebanie w podłożu, ale uznaję to za oczywiste, bo jak już wspomniałem, to właśnie w podłożu zazwyczaj znajduje się, przynajmniej po pewnym czasie działania akwarium, istny magazyn tego pierwiastka. Same rośliny również potrafią zmagazynować spore ilości fosforu w postaci związków organicznych. Swoją drogą wprowadza to często zamieszanie w nawożeniu, ponieważ po pewnym okresie niedoboru, rośliny pobierają znacznie więcej fosforu niż są w stanie zużyć dla bieżących potrzeb, następnie po uzupełnieniu zapasów znów wracają do normalnego przyswajania powodując często kumulację w wodzie, jeśli na czas nie wyłapie się momentu na korektę nawożenia. A w zasadzie to po co w ogóle nam fosfor w akwarium? Tajemnica tkwi w wysokoenergetycznym wiązaniu cząsteczki adenozynotrifosforanu. Żeby nie łamać sobie języka używamy skrótu ATP. Wiązanie to jest podstawowym źródłem energii wszystkich reakcji biochemicznych w organizmach żywych. Dla masochistów chcących zgłębiać temat - mowa o oddychaniu komórkowym. Dodatkowo fosfor jest składnikiem fosfolipidów tworzących błony komórkowe oraz jest składnikiem nukleotydów czyli w szerszym ujęciu wchodzą w skład DNA. Wniosek z tego taki, że fosfor jest dla roślin niezbędny, a bez niego rośliny umierają. Niestety jest też świetną pożywką dla glonów(?). Przenawożenie wody fosforem prowadzi do bujnego rozrostu glonów fitoplanktonowych - tak twierdzą spece od oczyszczania wody. W mowie potocznej nazywa się to zakwitem wody. Mało tego, glony przyswajają fosfor dużo szybciej niż pozostałe rośliny. Dlatego stosuje się normy poziomu fosforu w ściekach oczyszczonych i wynoszą one od 1 do 5 ppm samego fosforu (nie mylić z fosforanem - tego będzie ponad trzy razy więcej). Takie są wnioski po wieloletniej obserwacji i badaniach poziomu zanieczyszczeń wód w różnych rejonach świata. W związku z tym większość metod nawożenia opiera się na limitowaniu fosforu rozpuszczonego w wodzie lub wiązaniu go w podłożu o właściwościach jonowymiennych. Myślę, że dalej nie ma co zagłębiać się w procesy związane z fosforem. Tak jak w przypadku azotu jest pierwiastkiem niezbędnym do wzrostu roślin i może powodować rozrost glonów. W czym tkwi w takim razie tajemnica wzrostu roślin i jednoczesnym braku glonów? Przebrnijmy przez temat według kolejności badań. Z pomocą jako pierwszy przychodzi nam Pan Alfred Clarence Redfield. Jego największym osiągnięciem było opracowanie składu farby do malowania kadłubów okrętów wojskowych, dzięki której nie porastały one glonami. Wracając zaś do akwarystyki Redfield zauważył, że w organizmach morskich oraz w samej wodzie stosunek masy molowej węgla, azotu i fosforu wynosi 106:16:1. W przypadku zachwiania tych proporcji w wodzie, nie zmienia się skład chemiczny organizmów żywych. Zmniejsza się natomiast ilość biomasy w wodzie do momentu wyczerpania tego składnika, który aktualnie jest w niedoborze. Znów teoria jest nieco naciągana i trochę bardziej złożona, ale na nasze potrzeby ta wiedza w zupełności wystarczy. Tak na marginesie, jeśli ktoś się jeszcze nie połapał - stosunek molowy azotu i fosforu czyli wspomniane 16:1 to nie jest to samo co stosunek NO3 do PO4 czyli tego co mierzymy za pomocą testów. Ale o tym później. I jeszcze jedna uwaga - w przypadku długotrwałych zmian stosunek 16:1 nie będzie działać, ale sama teoria stałości proporcji azotu do fosforu będzie dalej słuszna. Czyli jednym słowem zdarzają się takie sytuacje, gdzie inne proporcje można uznać jako prawidłowe, ale ich zmiana nadal będzie obarczona ryzykiem wystąpienia glonów. To tyle i aż tyle udało się zrobić Redfieldowi dla akwarystów - oczywiście w telegraficznym skrócie. Niestety cały ogrom roboty dotyczył wody słonej i trudno powiedzieć, czy da się to przenieść bezpośrednio na zbiorniki słodkowodne. Kolejną osobą zajmującą się badaniami w tym kierunku był Adriaan Briene. Walczył on sobie z sinicami i stwierdził, że muszą mieć jakiś związek ze składem chemicznym wody w akwarium. Jako że nikt do tej pory takich badań nie robił a on sam dysponował sprzętem amatorskim - badania nie przyniosły żadnego skutku. Tak było do dnia, kiedy to jego oczom ukazała się plaża pięknie wyścielona sinicami. Może akurat zawitał do Trójmiasta? Tak czy inaczej wniosek był taki, że skoro w wodzie słonej ten problem występuje, to może warto szukać badań w dziedzinie oceanografii. I tu spotkał się z wcześniejszą działalnością Redfielda. Jako że miał poważne problemy ze stabilnym poziomem węgla w wodzie (mowa o CO2), skupił się na proporcji azotu i fosforu. Potwierdził w badaniach tezę Redfielda i zaobserwował występowanie glonów zielonych przy wyższym poziomie azotu oraz występowanie sinic przy wyższym poziomie fosforu. Wnioski zapisał w tabeli, która obecnie żadnemu akwaryście do niczego potrzebna nie będzie. Ale jakby ktoś pytał, to jest takowa. Kolejną osobą, która nieco ułatwiła życie akwarystów jest Charles Buddendorf. Przeliczył on tabelę Brienea na związki azotu i fosforu mierzalne popularnymi testami, czyli na NO3 i PO4 oraz prowadził dalsze badania związane już ściśle z akwarystyką. Owocem jego pracy jest tablica Buddy`ego, która niestety nie okazała się lekarstwem na wszystkie problemy z glonami, do czego sam po pewnym czasie przyznał się. Po pierwsze testy wody są jakie są i do odczytania skali barwnej potrzebna jest kobieta, bo prawdziwy mężczyzna na kolorach się nie zna. Nawet gdy prawidłowo odczytamy kolor ze skali to i tak będzie to jakiś przedział wartości. A jak będzie to przedział od 1 do 5 ppm to jasno wynika z tego, że możemy pomylić się o 500%. Testy mierzą parametry byle jak, ale ważne jest też to co mierzą. Mierzą np. PO4, które nie jest jedynym związkiem fosforu w wodzie. To jaką postać przyjmuje fosfor jest ściśle powiązane chociażby z pH wody. Mimo wszystko tabela Buddy`ego jest dobrym punktem wyjścia do szukania balansu w proporcji azotu do fosforu, a finalny rezultat nie powinien daleko odbiegać od wartości teoretycznych. Oczywiście Panowie wymienieni w powyższym tekście prowadzili wieloletnie badania i zrobili znacznie więcej dla nauki, ale jakoś musiałem upchnąć najważniejsze rzeczy w jednym niemal zwięzłym tekście. Jest jeden mankament powyższych teorii - jakoś gryzie się to z faktem, że w niektórych akwariach utrzymuje się dość wysoki poziom fosforu a glonów nie widać. Jednym słowem musi to być tylko jeden z czynników powodujących problem. Zupełnie inną teorię na ten temat ma twórca metody nawożenia znanej jako Estimative Index. Według Toma Barra niskie poziom fosforu w wodzie staje się czynnikiem limitującym wzrost roślin i tym samym zmniejsza zapotrzebowanie na inne składniki. Natomiast jego wzrost powoduje przyspieszenie fotosyntezy i wzrost apetytu u roślin. I to jest fakt. Jako główny czynnik powodujący wzrost glonów podaje deficyt dwutlenku węgla lub rzadziej inny składnik pokarmowy. Jako potwierdzenie tezy może posłużyć precedens polegający na tym, że np. w zbiornikach z klimatu równikowego zwiększenie poziomu fosforu nie skutkuje plagą. Za to w miejscach, gdzie rośliny rosną sezonowo (zimują) glony faktycznie wygrywają i to właśnie tam ogromna większość badań była przeprowadzana. Niedobory omawianego pierwiastka są bardzo podobne do niedoborów azotu, ponieważ fosfor również należy do pierwiastków mobilnych, w związku z tym w pierwszej kolejności marnieją liście starsze. Często można zaobserwować niepoprawne wybarwianie się liści, zazwyczaj pojawia się wtedy kolor fioletowy na liściach. Heteranthera zosterifolia jest całkiem niezłym i naturalnym wskaźnikiem braku fosforu - pojawiają się na liściach czarne poprzeczne paski. I to byłoby na tyle jeśli chodzi o fosfor. Po raz kolejny zaznaczam, że jest to tylko prześlizgnięcie się po temacie a nie jego wyczerpanie. Nadal niejasny jest związek fosforu z pojawieniem się glonów. Wciąż istnieje spór między zwolennikami nawożenia opartym na limitowaniu fosforu a tymi, dla których metoda EI przynosi najlepsze rezultaty. Do tego dochodzi jeszcze limitowanie wzrostu roślin słabym światłem, czyli akwarystyka zahaczająca o Walstadowe Low Tech, gdzie zazwyczaj stężenia fosforu osiągają najwyższe wyniki. Zachęcam do zagłębienia się w temat we własnym zakresie, bo poznanie zależności między fosforem a pozostałymi czynnikami powoduje zrozumienie wielu procesów i zmian zachodzących w akwarium. I to byłoby na tyle, oczywiście jak zwykle w telegraficznym skrócie.
  18. 1 punkt
    Miernik pH - przydatne urządzenie, dzięki któremu możemy w sposób stały bądź tylko gdy chcemy, sprawdzić odczyn naszej wody w akwarium. Czemu ten paramter jest tak ważny? Zmiana pH o jeden stopień oznacza, że woda jest 10 razy kwaśniejsza bądź 10 razy bardziej zasadowa - czyli jak mamy ph 7, a ryby przywiezione od hodowcy pływają w ph 5, to znaczy, że ich woda jest 100 razy kwaśniejsza od naszej. Brzmi to inaczej niż "pływają w wodzie o 2 stopnie kwaśniejszej". Wpuszczenie takich ryb do zbiornika bez dłuższej aklimatyzacji skończyłoby się zapewne ich zejściem. Dzięki pomiarowi wiemy, że musimy uważać. Mierniki pH są też używane przy kontrolowanym dopuszczaniu CO2 do akwarium - sprzężone z komputerem sterującym elektrozaworem, pozwalają bądź nie na to, by dwutlenek węgla był dozowany do zbiornika - dzięki temu znacznie zmniejsza się ryzyko "zagazowania" naszych ryb. Jak działa miernik pH? Nie będę opisywał szczegółowo zasad fizycznych i chemicznych jego działania - w skrócie: posiada on sondę, która zanurzona w cieczy po kilkunastu sekundach, na podstawie reakcji chemicznej zachodzącej między nią a światem zewnętrznym, określa kwasowość cieczy. Dlatego bardzo ważne jest, aby sonda była czysta, wówczas pomiar będzie rzetelny. Jej czystość nie oznacza natomiast, że można wyjąć ją z wody i wytrzeć ściereczką lub papierem! Tego nie wolno robić - szklana banieczka na końcu sondy wykonana jest ze specjalnego szkła, które w odpowiednich warunkach pokrywa się żelem i wtedy działa prawidłowo - sonda wystawiona na działanie warunków środowiska może pokryć się glonami, kamieniem bądź filmem biologicznym i/lub organicznym - aby ją oczyścić stosuje się odpowiednie preparaty, które najpierw ją czyszczą a później pomagają odbudować warstewkę tego żelu. Czasem trzeba wymieniń płyn wypełniający sondę, by przywrócić jej prawidłowe działanie. I własnie tym różnią się sondy kupowane oddzielnie, które można podłączyć do komputerów odczytujących z nich wartości, od takich "długopisowych". Te sporo tańsze (około 200 złotych) długopisowe nie mają możliwości regeneracji sondy. Niemniej, te lepsze sondy też są różnej jakości - kupowane wraz z prostym komputerem sterującym, takim jak widzicie na zdjęciach, są słabej jakości i już po roku odmawiają współpracy, dlatego polecam, by dokupić sobie później rewelacyjną sondę polskiej produkcji firmy Hydromet - firma ta dostarcza również wszelkie potrzebne płyny, by można było dbać o sprzęt i by działał prawidłowo. Aby sonda wskazywała dobry pomiar, raz na jakić czas należy ją skalibrować - służą do tego płyny kalibracyjne, najczęściej o wartości pH 4,0 i pH 7,0. Zanurzamy w nich sondę bądź miernik długopisowy i po odczekaniu minuty odczytujemy wynik - jeśli odbiega od zakładanego, to za pomocć pokrętła ustawiamy wynik zgodnie z wartością płynu, w którym moczymy sondę. Istotne jest, by sonda nigdy nie była sucha, bo to ją zabija. Na zdjęciach pokazuję Wam dzisiejszy odczyt z płynów kalibrujących o wartościach 4,0 i 7,0 pH, po niemal roku nieustannego działania sondy w jednym z moich baniaków. Jest to sonda firmy Hydromet właśnie. Ważne jest też to, że sonda schowana była w sumpie, gdzie nie świeciło na nią światło i gdzie woda była już najwyższej możliwej czystości, przed powrotem do zbiornika, dlatego tak dobrze nadal wskazuje pomiary i nie muszę jej czyścić. Czekam na pytania tu pod artykułem, gdybyście chcieli rozwiać swoje wątpliwości.
  19. 1 punkt
    AZOT Jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych pierwiastków na ziemi. W chemii oznaczany literą N. W szczegóły chyba nie ma co wnikać. Jak już wspomniałem - w powietrzu lata tego 70%. No istny dostatek! Tylko sytuacja jest identyczna jak z wodą. Niby powierzchnia Ziemi to też w 70% woda. Tylko z tych 70% powierzchni ponad 96% to woda słona. Tak jak woda morska nie nadaje się do picia, tak azot cząsteczkowy nie nadaje się do przyswojenia przez rośliny. Trochę to naciągane, bo są gatunki roślin potrafiące dokonać tej trudnej sztuki oraz takie, które żyją w symbiozie z bakteriami wiążącymi azot atmosferyczny, ale w akwarium ta wiedza nam się na pewno nie przyda. No chyba, że ktoś wyhoduje groch submersyjny (znaczy się taki podwodny). Skąd w takim razie wziąć azot w akwarium? Sposoby są co najmniej dwa. Najprostszy i jednocześnie naturalny sposób to odchody zwierząt i rozkładające się resztki organiczne oraz sposób zupełnie nienaturalny czyli nawozy. Zacznijmy zatem od odchodów i nie będzie to mimo wszystko sikanie do akwarium. Jak powszechnie wiadomo, ryby jedzą, trochę popływają a później wydalają. Takie życie – jak ktoś jeszcze nie oglądał filmu pod tytułem „Chłopaki nie płaczą” to polecam, temat kupy był w nim wyczerpany. Co ciekawe, temat nie dotyczy wyłącznie odchodów, bo cała masa związków azotu jest wydalana także przez skrzela i skórę. W odniesieniu do azotu w wyniku przemian biologiczno-chemicznych powstają różne związki azotu. Na tym etapie przyjmijmy roboczo, że będzie to głównie mocznik (CH4N2O) i odstawmy na bok pozostałe czyli amoniak (NH3), azotyny (NO2), i wreszcie upragnione (lub znienawidzone) azotany (NO3). To co powstanie zależy od paru parametrów wody - temperatury, pH, twardości, stopnia natlenienia i nasycenia CO2. Dokładnie te same parametry mają wpływ na ilość i występowanie określonych gatunków bakterii nitryfikacyjnych i denitryfikacyjnych. Zależność jest taka: - im wyższa temperatura, tym reakcje chemiczne zachodzą szybciej, - im twardsza woda, tym więcej bakterii, - im więcej tlenu, tym więcej bakterii utleniających azot do postaci azotanów A co z tym pH? A no to co zawsze słyszycie i czytacie – zejdź z pH poniżej 7 to będzie lepiej. I teraz moje ulubione pytanie - A dlaczego? Yyyy.. nooo bo ten. Bo w wodzie alkalicznej – czyli o pH powyżej 7 gromadzi się amoniak (NH3) powstały z mocznika. Zaś w wodzie kwaśnej przemienia się on w kation amonowy (NH4+). A na czym polega różnica? Na tym, że dodatni jon amonowy nie gromadzi się tak skutecznie, ponieważ jest, w odróżnieniu od amoniaku, częściowo przyswajalny przez rośliny. Z pozostałych związków przyswajalne są jeszcze mocznik i azotan. Azotyn oraz amoniak niestety przyswajalne nie są. Amoniak dzięki bakteriom nitryfikacyjnym Nitrosospira zostaje utleniony i przyjmuje postać azotynu. Dokładnie to samo dzieje się z nieprzyswojonym amonem przy udziale bakterii Nitrosomanas. Przebrnęliśmy przez sporą część chemicznego bełkotu, ale niestety na tym skończyć nie możemy, ponieważ azotyn jest silnie toksyczny dla naszych ryb już od stężenia 0,2mg/l. W wodzie kwaśnej przyjmuje postać kwasu azotowego, co wcale sytuacji nie poprawia. Z pomocą przychodzą kolejne bakterie o nazwie Nitrobacter – utleniają azotyn do postaci azotanu i tu możemy zacząć klaskać z radości. Bo nie dość, że azotan jest przyswajalny przez rośliny, to jeszcze poziom toksyczności osiąga przy stężeniach grubo powyżej 100mg/l. Według różnych źródeł może to być nawet stężenie powyżej 300mg/l dla niektórych gatunków ryb. Według mojej wiedzy o wiele wcześniej zjedzą was glony zapewne koloru zielonego. Tu jest miejsce, w którym wypada dodać, że nie wszyscy zgadzają się co do składu gatunkowego bakterii nitryfikacyjnych i może to w dużej mierze zależeć od całej masy czynników zewnętrznych. W ten oto sposób przebrnęliśmy przez proces nitryfikacji. Zachodzi on głównie w filtrze biologicznym oraz podłożu. O mediach filtracji biologicznej może pisał nie będę, informacji na ten temat jest dużo. Trzeba brać jednak poprawkę na to, że typowe tzw. media filtracji biologicznej nie muszą znaleźć zastosowania w każdym akwarium. Czasem wystarczy gąbka a w skrajnych przypadkach nitryfikacja występująca w podłożu może okazać się na tyle skuteczna, że natlenianie wody cyrkulatorem będzie załatwiało sprawę przemian azotu. Ale to nadal nie jest koniec, bo w przyrodzie oraz naszym akwarium zachodzi także proces kolejny, czyli denitryfikacja. Polega to na zachodzeniu procesu nieco innego niż wyżej omówiony, czyli upraszczaniu azotanu aż do postaci azotu cząsteczkowego przez bakterie denitryfikacyjne w środowisku beztlenowym. Nitryfikacja dodawała do cząsteczki atomy tlenu, denitryfikacja je znów zabiera. Finalnie możemy doczekać się dokładnie takiej formy pierwiastka jak ta występująca w atmosferze. Z resztą dokładnie tam trafia on z wody. Proces ten potrzebuje środowiska pozbawionego tlenu i kilku innych czynników. W większości akwariów ma on zazwyczaj znaczenie marginalne. Urządzenie usuwające nadmiar azotu nazywamy denitryfikatorem. Zbudować takie cudo techniki możemy sami z długiego kawałka węża ogrodowego i kiepskiej, to znaczy mało wydajnej pompy wody. Przepływ powinien być bardzo mały w porównaniu do filtrów kubełkowych i ma na celu pozbawienie wody tlenu w procesie nitryfikacji, żeby w środowisku beztlenowym, w pozostałej części denitryfikatora mógł zajść proces denitryfikacji. Przy okazji takie urządzenie zużywa sporo fosforu i prostych organicznych związków węgla. W przemysłowych denitryfikatorach, jako żódło węgla, najczęściej służy alkohol lub związki nad wyraz przypominające ocet. To byłoby na tyle. Oczywiście na tyle jeśli mowa o nieorganicznych związkach azotu. Cofnijmy się do początku materiału gdzie mowa była o moczniku. Jest to ostatnie stadium rozpadu organicznych związków azotu. A teraz cofnijmy się jeszcze bardziej i przeanalizujmy pobieżnie od samego początku związki organiczne. Pochodzą one z gnijących roślin i zwierząt oraz z odchodów ryb. Ryba jest w stanie strawić określoną ilość pokarmu w ciągu dnia. Zeżreć natomiast potrafi znacznie więcej. Zależność jest taka, że im bardziej strawiony pokarm, tym prostsze będą związki azotu w odchodach i szybciej zostaną przetworzone na związki nieorganiczne. Druga i prostsza zależność to mniej odchodów - mniej azotu w wodzie. Proste. W najbardziej ekstremalnej sytuacji mamy przekarmione ryby i kumulację odchodów, gnijące rośliny i resztki karmy na dnie. Taki stan rzeczy to nic innego jak proszenie się o kłopoty. Tak czy inaczej przyjmijmy, że początek procesu rozkładu związków organicznych azotu zaczyna się od białka i kwasów nukleinowych. Dalej mamy do czynienia z dwoma procesami. Pierwszym z nich jest mineralizacja/amonifikacja - czyli względnie szybki mikrobiologiczny rozpad do postaci związków nieorganicznych. W trakcie tych przemian powstają między innymi aminokwasy, które mogą być w niewielkich ilościach przyswajane przez rośliny oraz we wcześniejszym stadium peptony i polipeptydy. W tym miejscu należy wspomnieć, że niektóre powstające w tym procesie związki, są silnie toksyczne, lecz zazwyczaj nie osiągają wysokich stężeń. Na samym końcu otrzymujemy mocznik, który przy pomocy enzymu ureaza jest absorbowany przez rośliny. Z tym co zostanie w wodzie wiadomo już co się dzieje. Drugi proces to humifikacja. Jest to powolna przemiana trudno rozkładających się związków organicznych takich jak chociażby celuloza czy lignina. I tutaj powinno zaświtać coś w głowie. Humus, celuloza i lignina. Składa się to w jedną całość - korzeń. Dokładnie to dzieje się z korzeniami w akwarium. Rozpadają się wolniutko i wydzielają do wody związki humusowe. Między innymi są to kwasy humusowe stąd zjawisko lekkiego zakwaszania wody. Ale dotyczy to wszystkich gnijących resztek organicznych w mniejszym lub większym stopniu. W długotrwałym procesie następuje dalszy rozpad i mineralizacja. To byłoby na tyle, jeśli chodzi o przemiany związków azotu. Pozostaje jeszcze odniesienie wszystkiego do roślin. Jak już wcześniej wspomniałem, potrafią one wchłonąć mocznik, związki azotanowe i amonowe. Rośliny przyswajając ten pierwiastek dokonują procesu odwrotnego do poprzednio opisanych. Azot jest jednym z głównych pierwiastków budulcowych tkanek. Wchodzi także w skład chlorofilu. Ma jeszcze jedną właściwość. Mianowicie należy do grupy pierwiastków mobilnych. Oznacza to, że roślina w chwili niedoboru pierwiastka potrafi przetransportować go z jednej części do innej. Zazwyczaj wiąże się to z ratowaniem stożków wzrostu i przetransportowaniem odpowiednich pierwiastków do najmłodszych liści. W związku z tym niedobór azotu uwidacznia się głównie na starszych liściach. Żółkną, dziurawią się i odpadają. Przedawkowanie azotu pominę, bo najprawdopodobniej przed jego wystąpieniem glony wszystko zarosną a ryby pozdychają. W zasadzie na tym chciałem zakończyć, ale przyszedł mi do głowy jeszcze jeden wątek związany z azotem. Mianowicie wystartowanie procesu nitryfikacji. Jest z tym niemałe zamieszanie. Sporo doświadczeń ukazuje brak efektów jak i znaczne przyspieszenie procesu namnażania bakterii nitryfikacyjnych przez zastosowanie szczepów sprzedawanych w sklepach. Sporo w tym temacie publikował Dr Hovanec. Jest jedno ale. Bakterie nie będą mnożyć się, jak nie będą miały pokarmu. Ogólnie przyjęty schemat zakładania akwarium jest taki - żwirek czyściutki, wypłukany 10 razy i wyparzony, szkło umyte i zdezynfekowane, wszystko czyściutkie aż się świeci i zalewamy wodą. Na zdrowy rozsądek nie mam pojęcia skąd w takim akwarium miałby wziąć się azot a tym bardziej bakterie nitryfikacyjne. To znaczy bakterie będą, ale co mają jeść żeby się rozmnażać? I nie sądzę, żeby dodanie korzenia coś tu pomogło, bo twarde przygotowane odpowiednio drewno niespecjalnie chce gnić. Pół biedy jeśli posadzimy jakieś rośliny. Z nich zawsze coś tam odpadnie i wzbogaci wodę o azot organiczny. Jak do tej pory najlepszym starterem w akwarium są np. ślimaki. Ewentualnie można pokusić się o dodanie do wody mocznika - do kupienia jako nawóz w sklepach ogrodniczych. Wtedy proces nitryfikacji zacznie się rozkręcać. Dodatkowo można dodać do nowego podłoża część podłoża z funkcjonującego akwarium. To samo dotyczy mediów filtracyjnych ze starego akwarium lub całego filtra, ewentualnie można dolać część wody, w której też będą bakterie ale w niewielkiej ilości w porównaniu z poprzednimi metodami. Niestety nikt nie jest w stanie określić jaki czas i w jakiej ilości bakterie przeżyją bez dostępu do przepływającej natlenionej wody. Oczywiście zmiany temperatury też mogą ubić wszystkie bakterie nitryfikacyjne i cała robota pójdzie na marne. A w zasadzie nie tyle zabić co wprowadzić sporą ich część w stagnację. Tak czy inaczej nie będą działać tak jak powinny. Innym sposobem wprowadzenia azotu do wody, jest wpuszczenie jakiejś niewielkiej odpornej ryby do akwarium dojrzewającego, ale tylko na zasadzie “pioniera” a nie docelowej obsady zbiornika. Jedna uwaga - jeśli okaże się, że jednak azot w odzie był - może zdechnąć. Tak czy inaczej obsadę powinno zwiększać się stopniowo wraz ze wzrostem liczebności bakterii nitryfikacyjnych. Oczywiście są od tego odstępstwa, bo w przypadku stosowania ziemi w podłożu, zwłaszcza tej z dodatkiem nawozów oraz niektórych żyznych podłoży aktywnych nitryfikacja powinna zaskoczyć bez najmniejszego problemu. Kolejny wątek związany z tym tematem, to napowietrzanie wody. Każdy akwarysta, który spędził na zdobywaniu wiedzy dotyczącej tego jakże zacnego hobby wie, że w akwarium nie używamy absolutnie napowietrzacza, a wodę natleniamy przez ruch tafli. Pół biedy, jeśli jest to akwarium roślinne bez przerybienia i już jakiś czas funkcjonujące. Wyłączanie napowietrzania w dojrzewającym akwarium powoduje spowolnienie procesu namnażania bakterii, bo poza azotem potrzebują sporej ilości tlenu. Jak wiadomo w całej tej akcji pomaga podłoże - w nim również gromadzi się pokaźna ilość bakterii. Im więcej tlenu w wodzie będzie, tym podłoże “głębiej” się natleni. Objawem niedotlenienia bakterii może być powstawanie tzw. filmu bakteryjnego na powierzchni wody. Jest to o tyle kiepska sprawa, że dodatkowo powiększa zaistniały problem. Natlenianie praktycznie zawsze go rozwiązuje. Ostatnią kwestią jest nadmiar azotu prowadzący do rozrostu glonów i pogorszenia kondycji ryb. Pierwszym krokiem są regularne podmiany wody, zbieranie gnijących fragmentów roślin, wycinanie tych zaglonionych, które za chwilę też będą gnijącymi i czyszczenie gąbek w filtrach. Ten ostatni punkt zazwyczaj trzeba powtarzać przez jakiś czas, bo standardowo kumulacja azotu wiąże się ze sporym syfem w zbiorniku. I nie ważne ile to lat ludzie kubłów nie otwierają, to jest ten czas, że trzeba ogarnąć gąbki a czasem nawet przepłukać media biologiczne. Jeśli to nie skutkuje - okresowe odmulanie dna. Ewentualnie denitryfikator, ale to jest zabawa dla bardzo cierpliwych. Są też dostępne preparaty wiążące związki azotu. W akwariach z mocnym światłem oraz przy podawaniu dwutlenku węgla prawdopodobnie kumulacja azotu związana jest z brakiem innych niezbędnych do fotosyntezy pierwiastków. W pierwszej kolejności wyczerpuje się potas. Jeśli to nie potas to wypadałoby zmierzyć dodatkowo fosfor i żelazo, bo te pierwiastki przyswajane są niejako w “komplecie” i dają bardzo podobne objawy niedoborów na roślinach. W tym przypadku może okazać się, że niezbędne jest dodatkowo uzupełnienie powstałych braków przy pomocy nawozów. I to z grubsza tyle. Jeśli komuś wydaje się to trudne, to na pocieszenie mogę dodać, że jest to tylko prześlizgnięcie się po temacie a już na pewno nie jego wyczerpanie.
  20. 1 punkt
    Hej ludzie Jakiś czas temu na grupie na Facebook'u zamieściłem post na temat trzymania ryb w teoretycznie zbyt małym zbiorniku. Post został usunięty, ale pozwolę sobie napisać go tu jeszcze raz i zacytuję komentarz kolegi Łukasza Nideckiego, gdyż jest on poparty olbrzymią wiedzą, zarówno Łukasza, jak i uczelni, którą kończył i o ile się nie mylę, to jest z nią nadal związany, a jest to uczelnia, która zajmuje się życiem zwierząt tak bliskich naszemu sercu. Najpierw temat główny, czyli - czy można trzymać zbyt duże ryby w zbyt małym zbiorniku? Większość ludzi powie, że NIE! Ryby skarłowacieją! Sam też w większości wypadków tak powiem, choć to nie do końca prawda - czemu tak powiem? Bo biorąc pod uwagę poziom akwarystyki, trzymając np. altumy w 250 litrach większość osób zrobi im krzywdę. Jednak ta grupa z założenia ma edukować, więc już tłumaczę, co zrobić, by tak się nie stało. Jak wiecie altumy rosną dość duże, tak jak zresztą sporo pięknych zbrojnikow (chćcby L-025) i wiele osób nie pozwala sobie na ich posiadanie, bo ma np. 300-litrowy zbiornik. Jeśli jednak jesteście odpowiedzialni i macie czas, by poświęcić go swojemu zbiornikowi, to możecie sprawić, by Wasze ryby nie tylko nie czuły się w nim źle, ale rosły jak na drożdżach, pięknie się wybarwiały i były zdrowe - jak? A tak: Młode ryby trzeba karmić wysokobiałkowym pokarmem, najlepiej małymi porcjami kilka razy dziennie, Wodę podmieniamy w akwarium zdecydowanie częściej niż raz w tygdniu po 30% - to musi być minimum 2 razy w tygodniu po 50%, a jak dacie radę częściej, to jeszcze lepiej, Temperatura utrzymujemy na poziomie 28 stopni, optymalnym dla większości ryb egzotycznych, poza wąskimi wyjątkami, Kolejny niezwykle ważny czynnik to olbrzymia ilość tlenu w wodzie - więc zapomnijcie o falującej tafli, tylko zgodnie z wytycznymi największego Mistrza Zakonu Kostki i Brzęczyka, czyli Michała Zalewskiego, dajcie solidne napowietrzanie w swoich zbiornikach, Ostatnia ważną kwestią jest zagwarantowanie naszym pupilom spokoju - brak stresu = lepszy wzrost , i to już - wszystko. Zapytacie - "Jak to, tylko tyle?" - a odpowiedzcie sobie na pytanie, czy jesteście w stanie spełniać te warunki regularnie przez 12 miesięcy w roku przez kilka lat z rzędu? Jedncześnie nie zachęcam do trzymania Adonisów w 200 litrach czy Gibbicepsów w 60 litrach. Pod tym postem znajdują się zdjęcia z komentarzami kolegi Łukasza (spod tego usuniętego już postu), bo tak się szczęśliwie stało, że dla własnych potrzeb zrobiłem sobie screeny tego, co napisał. a tu kilka cytatow wypwowiedzi ludzi ktorzy zawodowo zajmuja sie rybami konsumpcyjnymi : "W pracy zdarza mi się hodować ryby łososiowate w akwariach,zwłaszcza w sytuacjach gdy zależy mi na pewnych osobnikach w szybkim czasie. Zapewniając poszczególnym gatunkom ich wymagania zarówno środowiskowe jak i pokarmowe nigdy nie zdarzyło się aby ryby przestawały rosnąć. Kilka razy zdarzyło się że np tęczak rósł tak długo, że nie był w stanie wykonać nawrotu w moim zbiorniku. Eksperymentalnie została określona masa krytyczna,przy której nie można było już kontrolować warunków i nawet nieduże wahania parametrów były dla ryb w skutkach tragiczne. W moim przypadku dla 250 litrowego zbiornika było to około 10 kg biomasy. Czyli teoretycznie mógłbym tam trzymać jednego 10 kg pstrąga lub 10 kilogramowych. Dla mojego środowiska pojemność została określona na 10 kg.Głownie ze względu na ilość toksycznych metabolitów. Często wśród akwarystów amatorów można usłyszeć o karłowaceniu. Według mnie jest to efekt złych warunków środowiska, czyli głównie nieodpowiednie parametry fizykochemiczne wody dla określonego gatunku ryby np. twardość,ph,nasycenie gazami,oświetlenie. Zła dieta. Stres. Wszystkie te czynniki na dłuższą metę mogą wpływać na zmiany patologiczne narządów wewnętrznych i szkieletu. "Jeśli chodzi o wzrost ryby - gwarantując stały przepływ wody o idealnych parametrach (stała podmiana) oraz prawidłowe żywienie dasz radę wyhodować 35 centymetrową pawiooką w 60 (sześćdziesięcio) litrowym akwarium. Ryby w takich zbiornikach zwykle nie rosną, ponieważ są podtruwane systematycznie produktami przemiany materii. Z karłowatością typu ludzkiego nie ma to nic wspólnego - tam problemy dotyczą chrząstek nasadowych (w bardzo uogólnionym zarysie). Natomiast w małym zbiorniku masz zwykle wodę o parametrach ścieku przed oczyszczalnią i przewlekający się stres wynikający z przeładowania zbiornika. Dlatego organy wewnętrzne ryby która nie urosła z w/w przyczyn nie są większe niż da się w rybie pomieścić. Może mieć przerost niektórych (wątroba? nerki?) co wynika ze środowiska w jakim przyszło jej żyć a nie "karłowatości". W przypadku pawiookich podnosi się często kwestię wielkości oczu w stosunku do głowy - ryby niedożywione mają faktycznie większe gałki oczne, ale tu jest kolejny haczyk. Jeśli oko jest prawidłowe to razi jedynie dysproporcja pomiędzy rybą a ciałem - taka sytuacja zdarza się najczęściej w wyniku zaniedbań żywieniowych - popatrz na szczurowate pawiookie sprzedawane w sklepach zoologicznych. Drugim powodem powiększenia się oka są złe warunki bytowe - syf azotowy (m.in.) w wodzie - co powoduje pop-eye wynikające z zaburzeń osmotycznych lub zatrucia (nie mylić z pop-eye wywołanym infekcją." "Ryby rosną przez całe życie.To pewne. Jednak ryby tego samego gatunku w różnych środowiskach osiągają różne rozmiary w tych samych grupach wiekowych. Dla przykładu niech będzie karaś srebrzysty. Często podawany w przypadku gdy mowa o karłowaceniu populacji. Duża ilość osobników w dystroficznym śródleśnym jeziorku, osiąga przeciętnie kilka max kilkanaście cm długości nawet w bardzo dojrzałym wieku. Wynika to głównie ze skromnej bazy pokarmowej. Potencjał wzrostu osobniczego nie może byc wykorzystany. Na drugim biegunie można postawić młody zbiornik zaporowy zasilany silnie zanieczyszczoną rzeczką w której pojawią się karasie i wykorzystają chwilowy wzrost dostępności dużej ilości substancji biogennych sprzyjającym rozwojowi zooplanktonu i innej fauny bezkręgowej.W takim zbiorniku karasie będą osiągać wagę nawet do dwóch kilogramów. W tym przypadku genetyka nie będzie istotna jedynie warunki środowiska. U ryb akwariowych stawiałbym na dysproporcje substancji niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu.Wystarczy źle zbilansowana dieta aby np zakłócić gospodarkę jonami wapnia niezbędną do prawidłowego formowania układu kostnego (zła dieta)."
  21. 1 punkt
    Część 1: Porozmawiajmy o dojrzewaniu zbiornika. Czemu? Ponieważ bądąc na wielu akwarystycznych forach widzę olbrzymi brak zrozumienia tematu i katastrofalne w skutkach błędy za nim idące. Lecimy z tym koksem Zalewamy zbiornik, dolewamy lub też nie uzdatniacza, wlewamy bakterie i…i są dwie opcje, w zależności jakich głupot nam w sklepie nagadają - wpuszczamy ryby do akwarium od razu lub kolejnego dnia albo czekamy z wpuszczeniem miesiąc...i tak źle i tak niedobrze. Co oznacza pojęcie dojrzewania zbiornika? Mówi ono o ustabilizowaniu się parametrów wody i gotowym cyklu azotowym w zbiorniku. Cykl azotowy w skrócie wygląda tak - ryby jedzą, ryby wydalają, odchody zamieniają się w NH3/NH4 i potem w NO2, a na koniec w NO3....czasem NO3 zamienia się w wolny azot, ulatując ze zbiornika, ale to już inny proces. Nam zależy na tym, żeby jak najszybciej doszło do przemiany w NO3, bo jest najmniej toksyczny i usuniemy go podmieniając wodę, a także po części zjedzą go rośliny, jeśli posiadamy je w akwarium. Proste? No a jednak... Wyobraźmy sobie, że zalewamy zbiornik z piaseczkiem albo żwirkiem świeżą wodą…dolewamy uzdatniacza, żeby pozbyć się metali ciężkich i pochodnych chloru z wody. Ok! Poczekajmy około dwóch dni i wlejmy bakterie…i dla wielu ludzi właśnie zaczął się proces dojrzewania, więc po 3 tygodniach można wpuścić ryby...no właśnie absolutnie nie! Bakterie, żeby żyć, muszą mieć co jeść, a skąd w zbiorniku bez życia mają mieć związki azotu? Po 3 tygodniach większość bakterii już dawno padła z głodu, tak jak i rośliny wsadzone od razu po zalaniu akwarium, bo, mili Państwo, one do życia, poza światłem, wodą i CO2, potrzebują związków azotu! Jak wiec dojrzewać zbiornik ?Cierpliwością... Zalewamy, uzdatniamy lub nie i czekamy dwa-trzy dni - wlewamy bakterie i następnego dnia wpuszczamy jedną lub dwie ryby, przez tydzień dodajemy codziennie maleńką dawkę bakterii i wpuszczamy kolejne 3-4 ryby i tak dalej, powolutku, aż osiągniemy pełne zarybienie. Nie zapominajmy, by przez pierwsze 3-4 tygodnie znacznie częściej niż raz w tygodniu robić podmianki (porcje bakterii dolewamy po podmiance) - dobrymi "dojrzewaczami" zbiorników są ryby piękniczkowate (gupiki, mieczyki, molinezje itp.), bo mają dużą przemianę materii. Można też bardziej "naukowo" - zamiast ryb, sami dostarczamy azot do zbiornika - ale tu pojawia się często kolejny błąd - najczęściej w nawozach są już azotany, czyli NO3, czyli związek, który otrzymujemy w końcowej fazie procesu denitryfikacji, a my potrzebujemy amoniaku - dlatego albo kupujemy amoniak i dawkujemy go (tu mogą nastąpić problemy z ustaleniem odpowiedniej jego ilości), albo, to nie żart, używamy własnego moczu, choć tak, jak z czystym amoniakiem, ciężko jest ustalić pożądaną ilość tego złotego płynu, żeby nie przedobrzyć. Dlatego osobiście uważam, że dojrzewanie z rybam jest znacznie lepsze i łatwiejsze. Na koniec chciałbym zobrazować, co się dzieje w zbiorniku, który dojrzewał przez miesiąc bez żadnych stworzeń i po powrocie z udanych akwarystycznych zakupów wpuszczamy do niego ryby. W naszym akwarium żyją jakieś niedobitki bakterii a nasze ryby (cale stadko) całkiem nieźle radzą sobie z wytwarzaniem odchodów - w zbiorniku gwałtownie wzrasta poziom NH3/NH4, a jest on toksyczny, szczególnie w wodach o pH powyżej 7 - bakterie rzucają się na żarcie i zmieniają je w NO2 - też toksyczne nawet w niewielkich ilościach, kolejne szczepy zamieniają azotyny na mniej niebezpieczne NO3, ale zanim to nastąpi i zanim bakterie namnożą się do takich ilości, by na bieżąco zamieniać to w szybkim czasie, to nasze ryby często zdaża się do tej pory juz podtruć, pochorować lub w ostateczności nawet umrzeć, że nie wspomnę o nagłych zakwitach glonów. Jest jeszcze jedna możliwość - zalewamy zbiornik, dajemy mu tydzień, żeby woda się „odstała”, wpuszczamy ryby i każdego dnia podmieniamy wodę oraz dolewamy duże dawki bakterii, kontrolując poziom NH3/NH4 i NO2 do czasu, gdy stana się one niemal zerowe, co będzie oznaczało, że ilość bakterii w baniaku jest na poziomie odpowiednim do obsady. Najważniejszą rzeczą przy dojrzewaniu jest zapewnienie maksymalnego czyli ok 8mg na litr napowietrzenia wody- dlatego chociaz w trakcie dojrzewania podlączcie kamień napowietrzający i solidną porcję bąbelków dajcie !! Część 2: Dojrzewanie akwariów różni się od siebie tak bardzo, jak bardzo różnią się zakładane przez nas zbiorniki. Podzielmy je: 1. Zbiorniki jałowe - czyli takie, gdzie albo jest pusto i czysto jak w prosektorium (nazywamy je też higienicznymi), albo podłoże jest jałowe, czyli jest nim czysty piasek lub żwirek kwarcowy - są to podłoża, z których nic do wody się nie wydziela. 2. Zbiorniki z podłożem aktywnym - pod tym pojęciem będziemy rozumieć podłoża aktywne dedykowane zbiornikom roślinnym, ziemię ogrodową i podłoża pod krewetki. 3. Z racji moich doznań estetycznych nie będę omawiał akwariów z podłożem ze szklanych kolorowych kulek, plastikowych żwirków i innych wymysłów. Wracamy do zbiorników jałowych - dojrzewanie ich jest łatwiejsze, bo warunków w wodzie nie destabilizuje nam duża ilość substancji odżywczych, jakie pojawiają się z innych podłoży. Tu mamy czystą wodę, choć, czy aby na pewno czystą? W wielu miejscach w kraju, a szczególnie tam, gdzie woda nie pochodzi z sieci wodociągowej a z własnych studni, w wodzie z kranu są często takie ilości NO3, które stają się już niebezpieczne dla ryb lub krewetek…ale do tego wrócę za chwilę. Zbiornik "jałowy" mamy zalany, podłączamy filtr lub filtry, włączamy oświetlenie, ewentualnie grzałkę i warto do wody dodać „ulepszacza”, czyli środka, który usunie z niej chlor i wszelkie jego pochodne, zwiąże metale ciężkie i sprawi, że woda będzie bardziej przyjazna dla naszych ryb w przyszłości - teraz uzbrajamy się w cierpliwość i pozwalamy popracować takiemu zbiornikowi dwa-trzy dni. Po tym czasie wlewamy lub wsypujemy do zbiornika porcję bakterii, które mają za zadanie aktywować cykl azotowy, o którym pisałem w części pierwszej i możemy posadzić rośliny. Znów odczekałbym ze dwa dni i dopiero wówczas wpuścił pierwsze życie do zbiornika. Mówiąc pierwsze, nie mam na myśli stada mieczyków - mam na myśli 2-3 ryby, to zależy od wielkości zbiornika. Teraz zaczyna nam się powoli cykl azotowy, bo ryby zaczynają jeść i wydalać - w pierwszej kolejności podskoczy nam amoniak, czyli NH4 - bakterie dolewamy zgodnie z zaleceniem danego producenta (niektórzy zalecają każdego dnia, inni co dwa lub trzy dni). Jeśli badamy wodę pod kątem NH4, to zauważymy jego wzrost, a następnie spadek i pojawienie się NO2 - taka kolej rzeczy - z czasem wzrost NO2 rówież zahamuje i zacznie spadać na rzecz większej ilości NO3, gdy osiągniemy w pełni dojrzały zbiornik, to NH4 i NO2 będą stale na niemal zerowym poziomie, a rosnąć nam będzie NO3. Ponieważ NH4 i NO2 są toksyczne dla ryb już w niewielkich stężeniach, dlatego właśnie warto co dwa-trzy dni przez pierwsze dwa-trzy tygodnie podmieniać wodę po 20-25% objętości zbiornika. Oczywiście co kilka dni możemy dopuścić kolejne rybki do zbiornika, bo dzięki temu, że w wodzie jest coraz więcej substancji dla bakterii, te się mnożą i są w stanie przerabiać coraz więcej "sików" naszych podopiecznych na mniej szkodliwe NO3. Cały cykl powinien się zamknąć w czasie 3-4 tygodni i możemy wówczas mówić o dojrzałym zbiorniku. Ten czas jest oczywiście zależny od wielu czynników - od wielkości złoża biologicznego w filtrze, od ilości, wielkości i gatunku ryb jakie mamy, od ilości pokarmu jaki podajemy, od ilości roślin jakie posadziliśmy - bo rośliny też pomagają nam usuwać z wody NH4 i NO2 - wolą jeść to niż NO3. A co jeśli woda w kranie już ma niebezpieczne ilości NO3? Możemy wtedy, ale też i przy normalnej wodzie, zastosować w układzie filtracji woreczki z żywicami jonowymiennymi usuwającymi z wody toksyny - są to np. żywice Purolite a520e, które usuwają NO3 lub niestety znacznie droższy purigen, który usuwa NH4 i NO2, ale...no właśnie, znowu jakieś ale…purigen usuwając NH4 i NO2 chroni nas przed zatruciem naszych ryb, ale też wydłuży znacznie proces dojrzewania zbiornika, bo mała ilość tych substancji w wodzie oznacza mały przyrost pożytecznych bakterii. Przy dużej ilości roślin w zbiorniku okazać się też może, że nasze rośliny głodują. W związku z tym, nie można przesadzać z ilością purigenu i lepiej nawet dać go nieco mniej niż zaleca producent. Teraz kilka słów o zbiornikach na podłożu aktywnym. Wśród wielu podłoży dedykowanych dla akwariów roślinnych są takie, które mają w sobie bardzo dużo związków azotu i fosforanów, jak np ADA Amazonia (dane producenta) albo bardzo mało, jak ADA Malaya - jednak zawsze takie podłoże coś do wody po starcie wyrzuca i bardzo często prowadzi to do łez i zniechęcenia u wielu młodych stażem akwarystów, bo pojawiają im się w akwarium glony w olbrzymich ilościach...czemu? A no temu, że zanim posadzone rośliny odbudują system korzeniowy i zaczną normalnie fotosyntezować i zanim bakterie zaczną swoją pracę, to w wodzie znajduje się bardzo dużo związków odżywczych i skwapliwie korzystają z tego glony, mnożąc się na potęgę. Jak się więc ustrzec? Nie jest łatwo, ale da się - oczywiście możemy skorzystać z purigenu, żeby pozbyć się tego, co na początku nam się wypłukało z podłoża do wody, możemy codziennie podmieniać po 30-40% wody na świeżą, no i skoro używamy podłoża dla roślin, to możemy i zróbmy to - posadźmy ich naprawdę dużo - duża masa roślin zwiększa szanse na zużycie tego, co w wodzie i glony się nie pożywią. Jestem więcej niż pewien, że sporo jest jeszcze do omówienia w tym temacie. Na pewno postaram się jeszcze opowiedzieć w kolejnym poście o restarcie zbiornika. Zachęcam do dyskusji i zadawania pytań – lepiej trzy razy dopytać niż raz popełnić błąd. Maciek Koczko
  22. 1 punkt
    W tym artykule pozwolę sobie poruszyć temat, który na wielu grupach na Facebook'u wzbudza ożywioną dyskusję. Czasem nawet walkę na noże. Na początek kilka suchych faktów - ilość tlenu w wodzie zależy od temperatury - im niższa, tym go więcej, np. przy temperaturze 0 stopni może go być niemal 15 mg w litrze, ale już w 28 tylko około 8 mg w litrze. Ponieważ tlen do wody dostaje się w zasadzie przez granicę między światem wodnym i nadwodnym, czyli przez taflę, to najwięcej jest go przy powierzchni, a im głębiej, tym mniej - to dlatego nasze rybki, krewetki, czy ślimaki płyną i wspinają sie ku powierzchni, gdy nie mają czym oddychać. Ważne jest w związku z tym, by mieszać wodę w akwarium, bo w ten sposób rozprowadzamy tlen po całej objętości. Jest bardzo wielu zwolenników tego, by akwarium napowietrzać jedynie poprzez falowanie tafli w akwarium. Większość z tych, których znam prowadzi akwaria roślinne i może dlatego mają takie podejście - czemu? Bo w akwarium roślinnym to właśnie rośliny grają główną rolę, a ryby są jedynie dodatkiem, czasem ledwie zauważalnym. Rośliny też produkują tlen i to w czystej postaci, więc gdy na liściach i łodyżkach w odpowiednim świetle zaczynają pojawiać się bąbelki gazu, to nie jest to powietrze, lecz czysty tlen, który rozpuszcza się w wodzie doskonale ja natleniając. A co z akwariami, gdzie z roślin mamy kilka kikutów z listkami, za to ryb całą masę? Tu falowanie nie wystaczy, a jeśli weźmiemy pod uwagę, że rozmawiamy o tlenie na forum poświęconym głównie zbrojnikom, to okazuje się, że im więcej tlenu, tym lepiej i tak naprawdę musimy zrobić wszystko, by było go maksymalnie dużo, czyli tyle, ile woda w temperaturze około 28 stopni jest w stanie przyjąć (około 8 mg na litr). Jak to uzyskać? Trzeba ten tlen wciskać w wodę wszelkimi sposobami - filtr typu turbinka ma zazwyczaj możliwość podłączenia rurki z powietrzem i dzięki specjalnej zwężce jest on zasysany przez wylatującą z filtra wodę i rozpraszany po zbiorniku. Ja bym jednak na tym nie poprzestał i dorzucił solidnie pracujący kamień napowietrzający, produkujący dość duże bąbelki - czemu? Primo - zwężka na filtrze potrafi się zapchać bądź zarosnąć kamieniem i przestaje podawać powietrze, a wtedy mamy awaryjne napowietrzanie. Secundo - duże bąble udrerzają gwałtownie w powierzchnię rozrywając napięcie powierzchniowe wody i tworzący się na powierzchni tzw. film bakteryjny, dzięki czemu jest lepsza wymiana gazowa z atmosferą. Tertio - bąble powietrza to również jakby tafla wody, czyli miejsce, gdzie woda styka się z powietrzem, a ich ilość i powierzchnia jest naprawdę spora - tak też tlen dostaje się do wody, a przy okazji solidnie działający kamień nieźle miesza warstwy wody w akwaium. Pamiętajcie, że nasi podopieczni żyją często w strumieniach, bystrych rzekach z wodospadami, bystrzynami i kaskadami - wystarczy spojrzeć na filmy chociażby z Rio Xingu. Czemu ten tlen jest taki ważny? Chociażby dlatego, że ryby muszą nim oddychać. Duża jego ilość pozwala im zdecydowanie lepiej radzić sobie z przemianą materii. Po solidnym posiłku ryby mają dużo większe zapotrzebowanie na tlen - w zbiorniku, gdzie tlenu jest nieco za mało zobaczycie jak najedzone pływają i dyszą. Ale największym konsumentem tlenu w dojrzałym zbiorniku z podłożem i solidnie rozwiniętą filtracją biologiczną są bakterie nitryfikacyjne. Macie kłopot z utrzymaniem NH3/NH4 i NO2 na zerowym poziomie? Zwiększcie natlenianie i cyrkulację wody - to naprawdę działa. Dobrze wiecie jak wygląda samiec pilnujący ikry - co robi? Wachluje ikrę płetwami - nie dlatego, że jej gorąco - on w ten sposób stara się zapewnić ikrze maksymalnie dużo tlenu do prawidłowego rozwoju - jak widzicie, że w zbiorniku wszyscy krzyczą cały czas - WIĘCEJ TLENU - no to dajcie go, a nie pożałujecie. Na koniec, by ten artykuł nie był przyczyną kłótni - zgadzam się, że przy spełnieniu odpowiednich warunków można mieć akwarium bez "bąbelków", ale nie przy zbrojnikach. PS Nawet wczoraj miałem idealny przykład na to, jak istotny jest tlen w wodzie - akwarium o wymiarach 100x40x35, czyli netto jakieś 130 litrów wody - w środku dwa filtry napędzane circulatorem 500 z napowietrzaniem - jeszcze regał z tym zbiornikiem nie doczekał się montażu instalacji do powietrza, więc chwilowo - od 2 miesięcy - brak kamienia z bąbelkami. Rano zaglądam kontrolnie, jak zwykle do akwarium i co widzę? - niezjedzony pokarm wyrzucony wieczorem...co jest?! Oglądam ryby - żyją i siedzą w norkach. Śladów jakiejś choroby nie widać - już miałem iść po testy na azot, kiedy zwróciłem uwagę, że nie widzę napowietrzania - widocznie już wcześniej jedna z turbin przestała podawać powietrze, a ostatnio druga i zaczęło brakować tlenu, mimo że obie nadal pracowały i solidnie poruszały taflą. Okazało się, że przytkały się zwężki - po podłączeniu od nowa powietrza, dziś rano wszystko wrociło do normy i pokarm zniknął jak zwykle. Zapraszam do dyskusji!
  23. 1 punkt
    Często dostaję pytania o to, jakie groty dla Waszych zbrojników powinny znaleźć się w akwariach. Osobiście używam przeróżnych - zarówno pod względem kształtu, jak i koloru. Do tej pory testowałem czerwone i brązowe. Co do kształtu - mogą być one okrągłe, trójkątne, półowalne, spłaszczone. Moim zdaniem zbrojaskom pasuje większość z tych grot. Ważne jest, by otwór wejściowy nie był zbyt wielki w stosunku do rozmiaru samca - on musi czuć, że nie tylko zablokuje w grocie samice, ale również będzie mógł bronić wyjścia, kiedy już znajdzie się w środku ikra i później młode. Proponuję, by wejście do groty nie było większe niż o 50% wielkości ryby. Co do długości -powinna być minimalnie długości dorosłego samca, a najlepiej jakby to było 150% długość jego ciała, ewentualnie trochę więcej, wtedy tylko pojawić się może problem z wymianą wody w takiej grocie (samiec będzie wówczas najpewniej silniej machał płetwami). Materiał na groty - ja ufam grotom ceramicznym, zarówno z wypalonej gliny, jak i klejonym z pociętego gresu. Niektórzy używają rurek pcv (trzeba ja odciążyć) lub np. bambusa. Próbowałem kiedyś z bambusem, niestety mimo gotowania i odkażania w wodzie utlenionej lub nadmanganianie potasu, po jakimś czasie leżenia w wodzie, na rurce pojawiała się pleśń - pomyślcie sobie jak będzie reagować w styczności z taką pleśnią ikra (choć znam hodowcę, który doskonale sobie radzi z takimi grotami). Do naszych celów nadadzą się też cegły dziurawki, rurki drenarskie, pęknięte doniczki lub łupiny kokosa. Są też wyspecjalizowane firmy, które robią groty standardowe bądź na specjalne zamówienie np. @camea -> https://www.facebook.com/cameagroty/
  24. 1 punkt
    Kilka słów o bezpieczeństwie podczas obsługi zbiorników - i nie ma znaczenia, czy jest to akwarium ze zbrojnikami, innymi rybami czy krewetkami - choć one są najbardziej wrażliwe z tego towarzystwa. Chodzi o to, że istnieją pewne zagrożenia, z których nawet nie zdajemy sobie sprawy. Jakie to zagrożenia? 1. Jeśli macie w planach malowanie pokoju, w którym znajdują się Wasze akwaria - uważajcie! Jeśli będziecie używać zwykłej emulsji bądź farby akrylowej, to nie ma strachu. Jednak wszelkie farby olejne czy nitro zagwarantują Wam problemy - opary tych farb mogą dostać się do zbiornika, a reszty możecie się tylko domyślić.. 2. Masz w domu plagę komarów czy innych nieproszonych owadów i chcesz się ich pozbyć, dlatego rozpylasz jakiś preparat w aerozolu lub wkładasz do kontaktu coś, co nagrzewa substancję czynną? Opadające kropelki sprayu lub para unosząca się z urządzenia do kontaktu trafiają do akwarium i znów, reszty możecie się tylko domyślić.. 3. Ten punkt szczególnie warto przeczytać, jeśli posiadacie krewetki, choć sądzę, że dla ryb też może stanowić to spore niebezpieczeństwo. Używanie dezodorantów czy lakierów do włosów bezpośrednio przy akwarium nie jest korzystne - kolega miał w swojej sypialni akwarium i tam właśnie żona szykowała się często do pracy…żegnajcie Red Crystale. 4. Tu Was mogę naprawdę zaskoczyć - macie psa albo kota? Zakładacie mu obrożę na pchły i kleszcze albo smarujecie Frontlinem? To lepiej uważajcie, tak właśnie jeden z moich znajomych „załatwił” sobie zbiornik - założył rano psu nową obrożę przeciwpchelną, po powrocie z pracy zjadł obiad, pobawił się ze swoim psem chwilę tarmosząc go nieco i potem poszedł zrobić przycinkę mchów w jednym ze zbiorników, wrócił do pokoju z akwariami po kilku godzinach - w akwarium, w którym moczył ręce po zabawie z psem zastał wyłącznie martwe ryby.. 5. Środki czystości - domestos, wybielacz czy inne środki, których używacie do dezynfekcji sprzętów akwariowych muszą być solidnie wypłukane - można na koniec mycia użyć antychloru. Uważać trzeba koniecznie na inne detergenty - powinniście przyjąć zasadę - idę coś robić w akwarium, to myję wcześniej ręce i to nie same dłonie, ale aż do łokcia. Nie wykluczam, że wiele z Was pomyśli teraz, że nigdy tak nie robi i nic się nigdy nie stało...na pewno? Nigdy nie było jakiejś dziwnie zdechłej rybki albo kilku z jednego gatunku, kiedy inne dalej pływały? Nigdy nie zdarzyło się, że nagle ni z tego ni z owego ryby się czymś nie zaraziły? Otóż podtrucie chemią ma większy wpływ na jedne gatunki, podczas gdy inne są bardziej wytrzymałe - osłabione działaniem chemii ryby mogą stracić obronę immunologiczną, a tylko na to czekają wszelkie pasożyty. Warto też dwa razy się zastanowić, czy ta ozdoba z plastiku lub coś innego, co mamy zamiar umieścić w zbiorniku na pewno nie zacznie uwalniać do wody szkodliwych substancji - trzymam kciuki za zdrowie Waszych rybek!
  25. 1 punkt
    Brzeg rzeki i jej dno zawiera głównie ciemnobrązowe/czarne skały pochodzenia wulkanicznego, w dalszych od źródła rejonach rzeki podłoże przypomina strukturę plastra miodu, pojawiają się także przypominające wieże skały, które wyłaniać się mogą aż do 2 metrów ponad powierzchnię wody - ich struktura pełna jest szczelin. Parametry wody: temperatura - 32,3 stopnie w głównym strumieniu, w ekstremalnych płyciznach nawet 35 stopni, pH 6.5, twardość 1 KH i około 1 dGH, przewodność 120 μS/cm, zawartość żelaza >0,05 mg/l.
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
  • Biuletyn

    Chcesz być na bieżąco ze wszystkimi naszymi nowościami i informacjami?

    Zapisz się
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.