Skocz do zawartości
Zbrojnikowate.pl

Ranking


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 27.06.2021 uwzględniając wszystkie działy

  1. 1 punkt
    Tekst: Piotr Szulada Rzeki Ameryki Południowej są pełne drapieżników żerujących na małych rybach, w tym na kiryskach. „Opancerzenie" nie zawsze w pełni chroni kiryski przed agresorami. Część gatunków ma naturalne ochronne ubarwienie oraz wykazuje zachowanie, które zabezpiecza je przed drapieżnikami (zastygają nieruchomo) - jednak nie jest to zjawisko powszechne. Innym mechanizmem obronnym, który niedawno odkryto, jest zdolność uwalniania toksyn w skrajnym stresie - ma to na celu powstrzymanie atakującego drapieżnika - niestety może to mieć też skutki śmiertelne dla kirysków. W handlu rybami tropikalnymi, transportowanie i przemieszczanie może narażać ryby na długotrwały stres. Niektórzy doświadczyli tego zjawiska, kupując w sklepie kiryski. Gdy docierali do domu, okazywało się, że wszystkie ryby padły po drodze. Taką sytuację opisał w 2002 roku znakomity brytyjski akwarysta Ian Fuller (bardzo polecam jego stronę scotcat.com). Podczas targów akwarystycznych zaobserwował sytuację, gdy zestresowana samica Corydoras sterbai uwolniła mętny śluz w okolicy skrzel. Ryby udało mu się uratować poprzez wymianę dużej części wody - kiryski w akwarium, gdzie to się stało, wróciły do normalnej dyspozycji. Proces odłowu, pakowania i transportu może być bardzo stresujący dla ryb i w efekcie może wywoływać samozatrucie. Niektóre gatunki kirysków są znane z uwalniania obronnej wydzieliny. Skład chemiczny tych toksycznych wydzielin jest nieznany. Siła toksyn uwalnianych przez kiryski różni się w zależności od gatunku, ale mogą one być bardzo śmiertelne dla grupy ryb w małej torebce transportowanej. W swoim naturalnym środowisku kiryski po uwolnieniu toksyn opuszczają siedlisko, ale nie jest to możliwe w plastikowym worku. W rezultacie ryby są narażone na działanie własnych toksyn - zazwyczaj przestają oddychać i umierają w ciągu kilku minut. Analiza toksyn wytwarzanych przez kiryski za pomocą różnych testów i spektrometrii mas (1) potwierdziła, że ich wydzieliny składają się z wielu związków białkowych przypominających jad. Obecnie bada się skład chemiczny „jadu” u wielu gatunków kirysków. W połączeniu z poznaniem składu chemicznego produkowanych przez kiryski toksyn badana jest anatomiczna i histologiczna budowa gruczołów ją produkujących (analiza anatomiczna (2) i histologiczna (3). Przy zastosowaniu badań anatomicznych został znaleziony gruczoł w pobliżu otworu, z którego wydzielana toksyna może się uwalniać. Sprawdzana jest również zależność anatomiczna i histologiczna między gruczołami, a promieniami twardymi płetw piersiowych w celu oceny zdolności używania ich jako narzędzi służących do zatrucia innych ryb. W praktyce akwarystycznej, aby wykluczyć samozatrucie, stosuje się często zabezpieczenie polegające na dodaniu na czas transportu do worka z kiryskami odrobiny węgla aktywnego. Nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby tak przygotowane ryby nie przeżyły podróży. Obecność gruczołów wydzielających trujące toksyny naukowo potwierdzono u Corydoras sterbai i Corydoras duplicareus, ale prawdopodobnie analogicznie występują także u innych gatunków. Przypisy: (1) Spektrometria mas (MS, z ang. mass spectrometry) – technika analityczna zaliczana do metod spektroskopowych, której podstawą jest pomiar stosunku masy (m) do ładunku elektrycznego danego jonu (q). Jest metodą badania substancji za pomocą widma mas atomów i cząsteczek wchodzących w jej skład. Istota metody polega na tym, że zjonizowane atomy lub cząsteczki substancji są rozdzielane ze względu na wartość stosunku m/q i rejestrowane oddzielnie za pomocą spektrometru masowego. Z otrzymanego widma mas wyznacza się wartości mas oraz względną zawartość składników badanej substancji. (2) Anatomia - nauka o budowie narządów i układów ciała, posługuje się metodami na poziomie makroskopowym. Skupia się na badaniu ukształtowania organizmu. (3) Histologia - nauka o budowie, rozwoju i funkcjach tkanek, w przeciwieństwie do anatomii, zajmuje się badaniem mikroskopowej budowy ciała Dziękuję za konsultację merytoryczną Panu dr. Piotrowi Robakowskiemu, a za korektę polonistyczną Pani dr Ilonie Staroście.
  2. 1 punkt
    Bardzo Ciekawy i pomocny artykuł. Swego czasu po rozmowie z tobą zrobiłem analizę i okazało się że mam w sumpie węgiel aktywny. Wywalenie go i podmioana uśpiły moja czujność ale nadal nie dawało mi spokoju bo świeżo wykluty narybek padał po paru dniach i dzisiaj znowu testy PO4 i wyszło pomiędzy 3-5. Więc nadal śledztwo co może być, węgla aktywnego już dawno się pozbyłem(2-3 miesiące). Teraz trwa analiza co mam w sumpie, gdyż w akwarium nie ma żadnych skał. W sumie jest zeolit, deczko keramzytu oraz takie ceramiczne owalne , nie pamiętam nazwy ale często są jako wkład do kubełków.
  3. 1 punkt
    Najpopularniejszy zbrojnik w akwariach na całym świecie - przez ponad 100 lat bytowania w akwariach doczekał się wielu odmian barwnych. Możemy wyróżnić takie formy: - albinotyczna z płetwą zwykłą lub długą - czerwona (red) z płetwą zwykłą lub długą - rzadko spotyka się odmianę super red - nie posiada ona tzw. pieprzu na płetwach - snow white - z płetwą zwykłą lub długą - green - green dragon - bardzo świeża wersja - posiada długie płetwy z białą końcówką oraz jednolite oliwkowo-zielone ubarwienie bez żadnych kropek - calico - zwany też marbled i niestety nagminnie błędnie LDA-16 - występuje w wersji zwykłej i z długa płetwą
  4. 1 punkt
    Nadfiltracja - to pojęcie dość często źle rozumiane przez akwarystów. Najczęściej pokutuje zdanie, że to zastosowanie filtra, który ma kilkukrotnie większy przepływ wody na godzinę niż ma pojemność akwarium. Niestety to nie tak. Wyobraźmy sobie zbiornik 100 litrów, w nim turbinę Aquael circulator 1000 (tyle litrów wody na godzinę pompuje), a na tej turbinie założoną gąbkę o pojemności 0,5 litra - czy to będzie nadfiltracja? No raczej nie. Ktoś powie zatem, że potrzeba wielkiego złoża - po części tak, ale też nie do końca. Zacznijmy od podstaw. Filtr biologiczny ma za zadanie przy pomocy bakterii nitryfikacyjnych przerobić NH3 i NO2 na najmniej toksyczne azotany, czyli NO3. Ilość NH3 w zbiorniku zależy od ilości żywych stworzeń, obsady roślinnej, ilości pokarmu jaki dajemy rybom. Im więcej żywych stworzeń i jedzenia , tym więcej NH3. W dojrzałym zbiorniku ilość bakterii, jakie się pojawią, jest uzależniona właśnie od ilości NH3. Problem zaczyna się, gdy NH3 jest dużo, a bakterie nie mają się gdzie osiedlać - bo pojemność złoża biologicznego jest zbyt mała. Wtedy w akwarium poziom mierzonego NH3 i NO2 zaczyna niebezpiecznie podnosić się i staje się toksyczny dla ryb - chorują i umierają. Wtedy musimy powiększyć złoże biologiczne - albo dokładając kolejny filtr albo zmieniając złoże na takie o znacznie większej powierzchni czynnej. Niestety na tym najczęściej się kończy a trzeba pamiętać, że większe złoże musi mieć zapewnione dostawy dobrze natlenionej wody do wszystkich swoich zakamarków - więc większe złoże to też dobrze dobrana pompa podająca wodę z tlenem. Rozbudowując filtrację biologiczną w pewnym momencie dotrzemy do punktu równowagi, czyli będziemy mieli tyle bakterii, że przy naszej obsadzie i systematycznym karmieniu NH3 i NO2, będą na bieżąco przetwarzane na NO3. Rozbudowywanie w dalszym ciągu wielkości złoża wraz z zapewnionym przepływem wody bogatej w tlen będzie prowadziło już do nadfiltracji. Czy to ma sens? Owszem, jak najbardziej. Czemu? Wyobraźcie sobie sytuację, że wyjechaliście na urlop i sąsiad karmi Wasze ryby - nie potrafi, więc sypie dużo za dużo lub w międzyczasie jakaś rybka zdechła - wtedy w wodzie pojawia się znacznie więcej NH3 niż zwykle - złoże biologiczne ma potencjał, by się rozbudować, co też szybko nastąpi. Dzieje się tak, bo w wodzie pojawiła się nadmiar produktów do przemiany. A co będzie, gdy parametery wrócą do normy? Urlop się skończy, zdechła ryba będzie wyjęta z akwarium? Wtedy jak się okaże, że pokarmu dla bakterii wystarcza tylko dla 80% populacji, to 20% przejdzie w stan uśpienia w oczekiwaniu na kolejną szansę, by sobie pojeść, jak coś zachwieje nam warunkami w akwarium. Poza tym, znając akwarystów, w zbiorniku pojawią się z czasem nowe rybki, część z istniejących będzie miała przychówek albo najzwyczajniej zwiększy swoje gabaryty. Posiadanie nadfiltracji jest pewnego rodzaju zaworem bezpieczeństwa - wybacza akwaryście popełniane błędy. Istotnym elementem tej układanki jest wspomniany już przeze mnie tlen. Nawet jeśli będziemy mieli złoże biologiczne 3 razy większe niż powinno być i będzie przez niego leciała woda w dużych ilościach, to jeśli nie będzie ta woda zawierać maksymalnie dużo przy danej temperaturze tlenu, to nam ta nadfiltracja nie wyjdzie. Dlatego właśnie w profesjonalnych hodowlach na wielka skalę używa się np. złóż biologicznych zraszanych, gdzie dostęp tlenu jest nieporównywalny do takich złóż zamkniętych w kubełkach. Powiem Wam, że jeśli macie w akwarium kłopot z pojawiającymi się zbyt dużymi ilościami NH3 i NO2, to czasem zamiast zamartwiać się, że trzeba kupić nowy albo większy filtr, wrzućcie do zbiornika solidny kamyk napowietrzający - on zdziałać może cuda. Jeszcze kwestia " duzej ilosci wody" płynącej przez filtr - tez nie mozna przesadzic bo wtedy bakterie nie beda w stanie wylapac tego co im do szczescia potrzebne dlatego lepiej miec wielkie zloze i srednia pompe ale za to niezwykle dobrze natleniona wode ktora nie bedzie przemykac przez wklady jak pendolino a jednak dostarczy tlen i zwiazki azotu wszystkim bakteriom zasiedlajacym nasze filtry. Czy nadfiltracja ma jakieś wady? - jeśli w tym przykładowym akwarium 100-litrowym będziemy chcieli trzymać 500+ rybek, to żeby sobie poradzić z filtracją musielibyśmy mieć tam przepływ jak w oczyszczalni ścieków - żadna ryba by tego nie przeżyła. To oczywiście przejaskrawiony obraz, ale chcę powiedzieć, że nie da się iść w nieskończoność z budowaniem filtracji - kiedyś trzeba ochłonąć z zakupem nowych ryb do zbiornika. Nadfiltracja bądź po prostu optymalna filtracja bardzo szybko usunie z wody NH3 i NO2 - czy to oznacza, że rośliny będą głodować? Nie do końca - owszem, są takie, co lubią przyjmować te związki, ale i tak większość zadowoli się azotem pod postacią NO3, a tego będzie w akwarium solidnie dużo. Osobiście nie widzę złych stron posiadania nadfiltracji w akwarium, jeśli nie idziemy w kierunku rozwiązań ekstremalnych.
  5. 1 punkt
    Zbrojniki podzielę na takie, które rozmnażają się łatwo, ciężko i wcale. Do tych dość łatwych zaliczę w zasadzie wszystkie Ancistrusy (z małymi wyjątkami - jak chociażby L-034), ale też Sturisomy i Farlowelle. Tym rybom wiele nie potrzeba - solidne karmienie, świeża woda i odpowiednio dobrana grota - na końcu artykułu będzie link do posta, w którym opisujemy jak dobrać grotę i jak karmić naszych podopiecznych. Zbrojniki ciężkie lub może cięższe do rozmnożenia i obecne w akwariach to Hypancistrusy, a więc typowe eLki, jak 340, 333, 260, 262, 046,173, 174, 066, 400, 401oraz Pecktoltie, jak np. 134, 305. Oczywiście jeśli mamy szczęście i posiadamy dorosłe pary tych ryb lub większe stado, jeśli karmione są one dobrym, wysokoproteinowym pokarmem, mają czystą wodę (nie tylko optycznie, ale przede wszystkim czystą pod względem związków azotu), odpowiednią temperaturę i groty, to często same idą w tango - ale nie zawsze i wtedy co? Wtedy często piszecie do mnie co zrobić. No to już mówię, co można zrobić, ale uprzedzam - to nie silnik benzynowy, że jak coś się zmieni w ustawieniach albo da nowe świece to bedzie jak nowy - to żywe stworzenia, które są nieprzewidywalne. Po pierwsze ryby te dojrzewają dość późno - np. L-046 dopiero między 2 a 3 rokiem życia, więc może Wasze rybki są po prostu jeszcze zbyt młode na tarło. Po drugie jak już mamy dorosłe ryby i są to dzikie osobniki, to najczęściej czują do siebie miętę wtedy, kiedy u nich jest pora rozrodu, czyli np. właśnie teraz i ciężko je zmusić do tarła np. w sierpniu. Jeśli natomiast to pokolenie F1, F2 itd. to robi się łatwiej. Jak je stymulować? Trzeba je troszkę oszukać, że właśnie zaczyna się pora deszczowa i czas rozrodów. W tym celu opuszczamy poziom wody w zbiorniku nawet o połowę, opuszczamy temperaturę do 27-28 stopni, przykręcamy filtry, żeby prąd wody był mniejszy i mniej karmimy ryby oraz rzadziej podmieniamy wodę - i tak robimy np. przez miesiąc. Następnie przez okres 2-3 tygodni podnosimy poziom wody, temperaturę do 31-32 stopni, robimy częste podmianki i obficie karmimy, filtry rozkręcamy na maksa, a nawet wkładamy dodatkowy filtr, wymuszający prąd wody, dokładamy dodatkowe napowietrzanie i obserwujemy, czy nam się samiczki nie robią grube, a samce nie walczą ze sobą. Można w tym czasie do wody dodać garbników, np. gotując szyszki olchy albo liście ketapangu i dodając troszkę takiego wywaru, te szyszki oraz liście do zbiornika przy podmiance. Warto też wrzucić troszkę soli w ilosci np. 0,3 grama na litr wody. I trzymać kciuki Może któryś z kolegów ma jeszcze jakieś pomysły i sprawdzone myki - proszę się wówczas nie krępować. Stymulująco potrafi też zadziałać wpuszczenie kolejnego samca do zbiornika - rywalizacja o bycie pozycją alfa w stadzie działa pobudzająco zarówno na samce, jak i na samiczki. Jest też grupa zbrojników, które w akwariach się nie romnażają - to Plecostosmusy, Gibbicepsy, Adonisy i wiele innych dużych zbrojników, które często nie podchodzą do tarła ze względu na wielkości akwariów. Mam nadzieję, że udało mi się wyjaśnić większość niewiadomych - trzymam kciuki za Wasze sukcesy hodowlane. A tu link do postu, w którym piszemy jak dobrać groty dla zbrojników, bo wiele gatunków bez takiej groty nie rozmnoży się:
  6. 1 punkt
    FOSFOR Tym razem kilka słów na temat fosforu - skąd się bierze, czy jest do czegoś potrzebny, w jakiej postaci występuje i dlaczego jest winowajcą połowy klęsk akwarysty, bo na coś trzeba winę zepchnąć. Skąd wziął się fosfor? Teoretycznie był zawsze, ale jak to najczęściej bywa, ktoś musiał ogłosić jego istnienie jako pierwszy. I znów ocieramy się o temat sikania, jak w przypadku azotu i dojrzewania akwarium, ponieważ fosfor został odkryty przez odparowanie moczu. Sztuki tej dokonał Henning Brandt w 1669 roku i tylko on może wiedzieć, w jakim celu podgrzewał mocz w środowisku beztlenowym. Może lubił. A może dlatego, że otrzymana w ten sposób substancja ładnie świeciła. Ale nie wypada nabijać się z naukowców, szczególnie tych, z tak zacnymi osiągnięciami. Tak czy inaczej odkrycie okazało się owocne, bo już w następnym stuleciu naukowcy połapali się, że fosfor jest NIEZBĘDNY do wzrostu roślin i to nie tylko tych akwariowych a wszystkich. A tak na marginesie - widzieliście kiedyś na filmie jak koleś zapala zapałkę o cokolwiek szorstkiego? Pewnie każdy kiedyś próbował po obejrzeniu westernu i zawsze kończyło się to jednym i tym samym wnioskiem - to jakaś ściema. Otóż nie, w filmie da radę tak zrobić, bo ma zapałki fosforowe. Teraz stosuje się chloran potasu. Ale o potasie będzie w kolejnym tekście. W środowisku naturalnym fosfor lubi wiązać się z wapniem. Trochę mniej ochoczo wiąże się z glinem i żelazem. A jeszcze rzadziej tworzy masę innych związków chemicznych. Tworzy złoża pochodzenia magmowego - gdzie powstają apatyty oraz osadowego - gdzie powstają fosforyty. Spora jego ilość znajduje się też w kościach oraz w odchodach zwierząt zwłaszcza tych żywiących się rybami. W formie organicznej występuje głównie jako estry kwasu fosforowego czyli fosforan inozytolu, fosfolipidy i kwasy nukleinowe. Teraz będzie małe zaskoczenie. Mało kto wie, że istnieje coś takiego jak cykl fosforowy. Wiedza na ten temat jest mało rozpowszechniona wśród akwarystów, ponieważ w odróżnieniu od niektórych form azotu, jest małe prawdopodobieństwo zatrucia zwierząt w akwarium, więc nikt za bardzo nie przejmuje się tym faktem. Przy udziale enzymu fosfataza flora bakteryjna przeprowadza proces mineralizacji fosforu, czyli zachodzi przemiana w związki nieorganiczne. Ale mineralizacja to nie wszystko. Żeby fosfor mógł być przyswojony przez rośliny, musi przyjąć formę rozpuszczalną w wodzie. I znów wracamy do tematu “zejdź z pH poniżej 7”. A dlaczego? A to dlatego, że jak już wspomniałem, fosfor chętnie wiąże się z wapniem. A wapnia w kranówce zazwyczaj nie brakuje. W wodzie zasadowej powstaje Ca3(P04)2 - fosforan trójwapniowy, który nie za bardzo chce rozpuszczać się w wodzie. Natomiast w wodzie kwaśnej powstaje Ca(H2P04)2 fosforan jednowapniowy, który z kolei łatwo rozpuszcza się w wodzie. Obydwa związki chemiczne stosowane są w przemyśle spożywczym jako regulator kwasowości E341. O toksyczności wyżej wymienionych związków chemicznych nic mi nie wiadomo. Teraz odnieśmy to wszystko (w równie niezrozumiałej formie) do roślin. Dla roślin przyswajalne są H2PO4 czyli anion diwodorofosforanowy i HPO4 czyli anion wodorofosforanowy. To był tzw. fosfor aktywny czyli taki, który rośliny przyswajają bezpośrednio. Jest jeszcze fosfor ruchomy. Zjawisko polega na tym, że związki ruchome fosforu są w równowadze ze związkami aktywnymi. Czyli w momencie spadku stężenia fosforu aktywnego (tego rozpuszczonego w wodzie), fosfor ruchomy (np. w postaci osadu trudno rozpuszczalnego) przyjmuje postać aktywną. Obserwujemy wtedy tzw. oddawanie fosforu z podłoża. Czyli związki fosforu nierozpuszczalne w wodzie wytrącają się i opadają na podłoże, lub zachodzi zjawisko adsorpcji (trudne słowo - powiedzmy, że na upartego można było zamienić na “wchłanianie”) przez podłoże, żeby w momencie niedoboru powstało zjawisko samoistnego stabilizowania się fosforu. I tu jest klucz tzw. oddawania fosforu z podłoża. Ale jest jeszcze tzw. fosfor zapasowy, czyli związki nierozpuszczalne, które w długotrwałych procesach mogą przyjmować postać przyswajalną. Znaczącą rolę w tym procesie pełnią bakterie fosforowe PSB. Wnioski z tego są takie - aktywne podłoże, także ziemia, jest dobrym magazynem oraz buforem poziomu fosforu a nagłe skoki mierzalnego fosforu mogą mieć związek ze zmianą parametrów wody. Samo nic się nie dzieje - albo zmieniło się pH, albo temperatura, albo proporcje tlenu i dwutlenku węgla, albo ma to związek ze zmianą światła. Wszystkie te czynniki mogą mieć wpływ na poziom fosforu w wodzie i powodować zmianę jednego związku w inny. Dochodzi jeszcze grzebanie w podłożu, ale uznaję to za oczywiste, bo jak już wspomniałem, to właśnie w podłożu zazwyczaj znajduje się, przynajmniej po pewnym czasie działania akwarium, istny magazyn tego pierwiastka. Same rośliny również potrafią zmagazynować spore ilości fosforu w postaci związków organicznych. Swoją drogą wprowadza to często zamieszanie w nawożeniu, ponieważ po pewnym okresie niedoboru, rośliny pobierają znacznie więcej fosforu niż są w stanie zużyć dla bieżących potrzeb, następnie po uzupełnieniu zapasów znów wracają do normalnego przyswajania powodując często kumulację w wodzie, jeśli na czas nie wyłapie się momentu na korektę nawożenia. A w zasadzie to po co w ogóle nam fosfor w akwarium? Tajemnica tkwi w wysokoenergetycznym wiązaniu cząsteczki adenozynotrifosforanu. Żeby nie łamać sobie języka używamy skrótu ATP. Wiązanie to jest podstawowym źródłem energii wszystkich reakcji biochemicznych w organizmach żywych. Dla masochistów chcących zgłębiać temat - mowa o oddychaniu komórkowym. Dodatkowo fosfor jest składnikiem fosfolipidów tworzących błony komórkowe oraz jest składnikiem nukleotydów czyli w szerszym ujęciu wchodzą w skład DNA. Wniosek z tego taki, że fosfor jest dla roślin niezbędny, a bez niego rośliny umierają. Niestety jest też świetną pożywką dla glonów(?). Przenawożenie wody fosforem prowadzi do bujnego rozrostu glonów fitoplanktonowych - tak twierdzą spece od oczyszczania wody. W mowie potocznej nazywa się to zakwitem wody. Mało tego, glony przyswajają fosfor dużo szybciej niż pozostałe rośliny. Dlatego stosuje się normy poziomu fosforu w ściekach oczyszczonych i wynoszą one od 1 do 5 ppm samego fosforu (nie mylić z fosforanem - tego będzie ponad trzy razy więcej). Takie są wnioski po wieloletniej obserwacji i badaniach poziomu zanieczyszczeń wód w różnych rejonach świata. W związku z tym większość metod nawożenia opiera się na limitowaniu fosforu rozpuszczonego w wodzie lub wiązaniu go w podłożu o właściwościach jonowymiennych. Myślę, że dalej nie ma co zagłębiać się w procesy związane z fosforem. Tak jak w przypadku azotu jest pierwiastkiem niezbędnym do wzrostu roślin i może powodować rozrost glonów. W czym tkwi w takim razie tajemnica wzrostu roślin i jednoczesnym braku glonów? Przebrnijmy przez temat według kolejności badań. Z pomocą jako pierwszy przychodzi nam Pan Alfred Clarence Redfield. Jego największym osiągnięciem było opracowanie składu farby do malowania kadłubów okrętów wojskowych, dzięki której nie porastały one glonami. Wracając zaś do akwarystyki Redfield zauważył, że w organizmach morskich oraz w samej wodzie stosunek masy molowej węgla, azotu i fosforu wynosi 106:16:1. W przypadku zachwiania tych proporcji w wodzie, nie zmienia się skład chemiczny organizmów żywych. Zmniejsza się natomiast ilość biomasy w wodzie do momentu wyczerpania tego składnika, który aktualnie jest w niedoborze. Znów teoria jest nieco naciągana i trochę bardziej złożona, ale na nasze potrzeby ta wiedza w zupełności wystarczy. Tak na marginesie, jeśli ktoś się jeszcze nie połapał - stosunek molowy azotu i fosforu czyli wspomniane 16:1 to nie jest to samo co stosunek NO3 do PO4 czyli tego co mierzymy za pomocą testów. Ale o tym później. I jeszcze jedna uwaga - w przypadku długotrwałych zmian stosunek 16:1 nie będzie działać, ale sama teoria stałości proporcji azotu do fosforu będzie dalej słuszna. Czyli jednym słowem zdarzają się takie sytuacje, gdzie inne proporcje można uznać jako prawidłowe, ale ich zmiana nadal będzie obarczona ryzykiem wystąpienia glonów. To tyle i aż tyle udało się zrobić Redfieldowi dla akwarystów - oczywiście w telegraficznym skrócie. Niestety cały ogrom roboty dotyczył wody słonej i trudno powiedzieć, czy da się to przenieść bezpośrednio na zbiorniki słodkowodne. Kolejną osobą zajmującą się badaniami w tym kierunku był Adriaan Briene. Walczył on sobie z sinicami i stwierdził, że muszą mieć jakiś związek ze składem chemicznym wody w akwarium. Jako że nikt do tej pory takich badań nie robił a on sam dysponował sprzętem amatorskim - badania nie przyniosły żadnego skutku. Tak było do dnia, kiedy to jego oczom ukazała się plaża pięknie wyścielona sinicami. Może akurat zawitał do Trójmiasta? Tak czy inaczej wniosek był taki, że skoro w wodzie słonej ten problem występuje, to może warto szukać badań w dziedzinie oceanografii. I tu spotkał się z wcześniejszą działalnością Redfielda. Jako że miał poważne problemy ze stabilnym poziomem węgla w wodzie (mowa o CO2), skupił się na proporcji azotu i fosforu. Potwierdził w badaniach tezę Redfielda i zaobserwował występowanie glonów zielonych przy wyższym poziomie azotu oraz występowanie sinic przy wyższym poziomie fosforu. Wnioski zapisał w tabeli, która obecnie żadnemu akwaryście do niczego potrzebna nie będzie. Ale jakby ktoś pytał, to jest takowa. Kolejną osobą, która nieco ułatwiła życie akwarystów jest Charles Buddendorf. Przeliczył on tabelę Brienea na związki azotu i fosforu mierzalne popularnymi testami, czyli na NO3 i PO4 oraz prowadził dalsze badania związane już ściśle z akwarystyką. Owocem jego pracy jest tablica Buddy`ego, która niestety nie okazała się lekarstwem na wszystkie problemy z glonami, do czego sam po pewnym czasie przyznał się. Po pierwsze testy wody są jakie są i do odczytania skali barwnej potrzebna jest kobieta, bo prawdziwy mężczyzna na kolorach się nie zna. Nawet gdy prawidłowo odczytamy kolor ze skali to i tak będzie to jakiś przedział wartości. A jak będzie to przedział od 1 do 5 ppm to jasno wynika z tego, że możemy pomylić się o 500%. Testy mierzą parametry byle jak, ale ważne jest też to co mierzą. Mierzą np. PO4, które nie jest jedynym związkiem fosforu w wodzie. To jaką postać przyjmuje fosfor jest ściśle powiązane chociażby z pH wody. Mimo wszystko tabela Buddy`ego jest dobrym punktem wyjścia do szukania balansu w proporcji azotu do fosforu, a finalny rezultat nie powinien daleko odbiegać od wartości teoretycznych. Oczywiście Panowie wymienieni w powyższym tekście prowadzili wieloletnie badania i zrobili znacznie więcej dla nauki, ale jakoś musiałem upchnąć najważniejsze rzeczy w jednym niemal zwięzłym tekście. Jest jeden mankament powyższych teorii - jakoś gryzie się to z faktem, że w niektórych akwariach utrzymuje się dość wysoki poziom fosforu a glonów nie widać. Jednym słowem musi to być tylko jeden z czynników powodujących problem. Zupełnie inną teorię na ten temat ma twórca metody nawożenia znanej jako Estimative Index. Według Toma Barra niskie poziom fosforu w wodzie staje się czynnikiem limitującym wzrost roślin i tym samym zmniejsza zapotrzebowanie na inne składniki. Natomiast jego wzrost powoduje przyspieszenie fotosyntezy i wzrost apetytu u roślin. I to jest fakt. Jako główny czynnik powodujący wzrost glonów podaje deficyt dwutlenku węgla lub rzadziej inny składnik pokarmowy. Jako potwierdzenie tezy może posłużyć precedens polegający na tym, że np. w zbiornikach z klimatu równikowego zwiększenie poziomu fosforu nie skutkuje plagą. Za to w miejscach, gdzie rośliny rosną sezonowo (zimują) glony faktycznie wygrywają i to właśnie tam ogromna większość badań była przeprowadzana. Niedobory omawianego pierwiastka są bardzo podobne do niedoborów azotu, ponieważ fosfor również należy do pierwiastków mobilnych, w związku z tym w pierwszej kolejności marnieją liście starsze. Często można zaobserwować niepoprawne wybarwianie się liści, zazwyczaj pojawia się wtedy kolor fioletowy na liściach. Heteranthera zosterifolia jest całkiem niezłym i naturalnym wskaźnikiem braku fosforu - pojawiają się na liściach czarne poprzeczne paski. I to byłoby na tyle jeśli chodzi o fosfor. Po raz kolejny zaznaczam, że jest to tylko prześlizgnięcie się po temacie a nie jego wyczerpanie. Nadal niejasny jest związek fosforu z pojawieniem się glonów. Wciąż istnieje spór między zwolennikami nawożenia opartym na limitowaniu fosforu a tymi, dla których metoda EI przynosi najlepsze rezultaty. Do tego dochodzi jeszcze limitowanie wzrostu roślin słabym światłem, czyli akwarystyka zahaczająca o Walstadowe Low Tech, gdzie zazwyczaj stężenia fosforu osiągają najwyższe wyniki. Zachęcam do zagłębienia się w temat we własnym zakresie, bo poznanie zależności między fosforem a pozostałymi czynnikami powoduje zrozumienie wielu procesów i zmian zachodzących w akwarium. I to byłoby na tyle, oczywiście jak zwykle w telegraficznym skrócie.
  7. 1 punkt
    Twardość wody - często słyszymy ten termin - szczególnie, że większość naszych podopiecznych woli miękką wodę. Miękką, to znaczy jaką? I co to jest ta twardość? Twardość wody oznacza ilość rozpuszczonych w niej związków wapnia i magnezu - tyle wystarczy wiedzieć na początek. Twardość węglanowa odnosi się natomiast do zawartości soli kwasu węglowego w wodzie - w zasadzie chodzi o węglan wapnia - czyli ten wszystkim znany kamień w czajniku. Tę twardość wyrażamy jako KH. Twardość ogólna, inaczej GH, to z kolei suma twardości węglanowej i twardości opartej głównie na solach magnezu. KH nie może być nigdy wyższe niż GH, w skrajnych wypadkach może być mu równe, choć w praktyce zawsze jest niższe. Oczywiście zdaża się, że podczas badania wody za pomocą testów kropelkowych wyjdzie nam KH wyższe od GH. Tak się dziej, gdy woda przechodzi przez różne żywice jonowymienne i wtedy wychodzi na jaw niedoskonałość testów akwarystycznych. Skoro wiemy już co nieco o twardości, to co dalej? W polskich kranach leci różna woda - szczęściarze z Górnego Śląska maja dość miękką, a czasem nawet bardzo miękką wodę. Są też w Polsce takie rejony, gdzie woda jest niezwykle twarda. Jak zmierzyć jaką mamy wodę u siebie? Polecam dwie metody, pierwsza z nich to testy kropelkowe na KH i GH - dzięki nim dowiemy się jaką mamy wodę i czy jej twardość zależy od substancji węglanowych czy magnezowych - dla przykładu: KH 5 GH 6 oznacza, że naszą twardość tworzy głównie CaCO3, czyli wspomniany węglan wapnia, ale przy KH1 GH7 większość twardości pochodzi z soli magnezu. Można dokonać pomiaru twardości również miernikiem elektronicznym, tak zwanym konduktometrem - mierzy on przewodność elektryczną, która to zależy od ilości rozpuszczonych w wodzie substancji, o których wspomniałem powyżej. Wynik pomiaru podawany jest w mikrosimensach - woda destylowana powinna mieć ich zero, woda RO w zależności od jakości membrany od 5 do 50, u mnie w kranie pod Warszawą leci woda 600 mS (mikrosimensów). Co nam daje taki pomiar? Powie nam jaką mamy przewodność, ale nie powie jakie jest KH czy GH - jednak uwaga - załóżmy, że przygotowujecie wodę dla L-046 - woda musi być miękka, np. KH 3-4 GH 8 - robicie sobie taką wodę używając odpowiednich ilości wody RO i kranówki - sprawdzacie to testami kropelkowymi, a następnie sprawdzacie jaka jest przewodność - wychodzi pewnie około 280 mS - zapisujecie to sobie i następnym razem mieszając wodę w podobnych proporcjach dążycie do tego, by uzyskać wynik w granicach 280 mS i już nie musicie męczyć się z testami kropelkowymi - łatwiej? Oczywiście taką samą metodę można zastować mieszając wodę RO z minerałami przeznaczonymi dla krewetek. A co to są te ppm? Ppm, czyli part per milion, oznacza że na milion części wody jest jakaś część pewnej substancji - niektóre mierniki TDS, czyli konduktometry posiadają guziczek przełączający pomiar z mS na ppm - tyle tylko, że to trochę oszustwo, bo miernik nie mierzy tak naprawdę ilości substancji w wodzie, bo takie mierniki kosztują tyle, co samochód i stoją w profesjonalnych laboratoriach. Miernik ma pewien algorytm, który przy pomiarze przewodności prądu i przy danej temperaturze wody przelicza ile to powinno być tych ppm, dlatego lepiej bazować jest na mS. Co z tego wszystkiego wynika pożytecznego? Już tłumaczę. Zwykłe Ancistrusy, większość Panaquolusów, Chaetostom i pewnie kilka innych gatunków całkiem nieźle czuje się w zwykłej wodzie kranowej i bedą się w niej mnożyć. Są jednak takie gatunki, które do tarła potrzebują miękkiej albo bardzo miękkiej, którą trzeba im zapewnić. Więc jak? Można za pomocą filtra odwróconej osmozy uzyskać bardzo miękką wodę RO i mieszać ją w odpowiednich proporcjach z kranówka. Można stosować złoża żywic jonowymiennych, służących do zmiękczania wody. Można, choć mniej polecam to rozwiązanie, zmiękczać wodę za pomocą wody destylowanej. Można też, ale to już naprawdę odradzam, zmiękczać wodę dozując CO2 - rozpuszczony w wodzie dwutlenek węgla tworzy kwas węglowy i wchodzi w reakcję z CaCO3, usuwając go, a to powoduje zmniejszenie zarówno KH, jak i PH, jednak gdy robimy to w sposób niekontrolowany, może dojść do tragedii. Można filtrować wodę przez torf - to obniża nieco twardość i zakwasza wodę. Można też, ale znowu odradzam, gotować wodę - wytrąca się z niej wówczas CaCO3, ale przy okazji i masa innych ważnych składników oraz zmienia się układ jonowy. Pamietajmy też, że bardzo miękką wodę uzyskaną z filtra RO trzeba wzbogacać w witaminy i minerały, które nie podnoszą twardości a są potrzebne do życia rybom i roślinom - preparaty do uzdatniania wody w ten sposób maja w swojej ofercie producenci preparatów akwarystycznych. PS Uprzedzę dociekliwych - chemia wody jest znacznie, ale to znacznie bardziej skomplikowana niż to, co opisałem powyżej i mam tego pełną świadomość - skupiłem się tutaj na najprostszych i najbardziej przydatnych zagadnieniach, dotyczących twardości wody, dla akwarystów.
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
  • Biuletyn

    Chcesz być na bieżąco ze wszystkimi naszymi nowościami i informacjami?

    Zapisz się
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.